Megadeth: Megadeth (2026)

Jak tak sobie odkurzam od czasu do czasu dyskografię Megadeth, to myślę sobie, że w zasadzie płyty po Cryptic Writing mogłyby dla mnie nie istnieć. Pewnie, zdarzały się na praktycznie każdej dwa-trzy dobre numery, ale to wszystko. Jako całość w najlepszym wypadku były średnie, w najgorszym tragiczne (Risk i Super Collider). Większość zdecydowanie nijaka. Na dodatek wszystkie były bardzo podobne na każdym poziomie: od słów i riffów, przez kompozycje, aż po flow.

Mając to na uwadze, podchodziłem do Megadeth ze sporym niepokojem. Tym bardziej, że Dave Mustaine i jego ego lubią płatać figle. Co zmajstruje na rzekomo ostatniej płycie zespołu? Epicką metal-operę o zdradzie na przystanku i drodze na szczyt? Próbę odtworzenia najlepszych albumów? Płytę z remiksami? Otóż nie. Rudy jest tak pewny swojej ścieżki, że pozornie nagrał kolejny post-criptikowy krążek. Pozornie, gdyż w końcu wyszło mu to naprawdę dobrze. Przez pierwsze cztery numery patrzyłem na ekran komputera z niedowierzaniem. Ale to są dobre riffy! Ile w tym energii! Potem tempo spada, ale bynajmniej nie jakość. “Puppet Parade” i “Another Bad Day” to melodyjne hiciory, kojarzące się z okresem Youthanasii i rzeczonego Cryptic Writings. Trochę słabsze, jednak ciągle nie złe, są kolejne trzy numery. Przedostatni “The Last Note” powinien być ukoronowaniem płyty. Wkręca się w głowę i ma najlepszy tekst na całej płycie, w fajny sposób podsumowujący karierę Mustaine’a. I to powinien być zasrany koniec. Kropka na zakończenie płyty i drogi artystycznej.

Ale kurwa nie. Bo na końcu swojej ostatniej płyty, Ryży musi przypomnieć, z jakiego zespołu go wyrzucili i nagrywa ponownie “Ride the Lightning”. Typ, który zdobył praktycznie wszystko co było do zdobycia w metalu, który objechał z Megadeth cały świat, sprzedał miliony płyt, ma ciągle ból dupy o wywalenie z Mety ponad czterdzieści lat temu. To jest tak słabe i żałosne, że głowa mała. Jakby upiekł piękny, wielopiętrowy tort, a na koniec postawił na czubku klocka. Ja jebię. To jest tak dla mnie frustrujące, że prawie zapomniałem o jedynej faktycznej wadzie Megadeth, a mianowicie tekstach. Po kolesiu w wieku sześćdziesięciu czterech lat spodziewałem się więcej niż opowieści o tym, jak nic go nie obchodzi i zaprasza do pocałowania pośladków (“I Don’t Care”), czy pochwały szybkiej gry na gitarze (“Let There Be Shred”). I nie chodzi mi o sam temat piosenek, ale raczej zupełny brak subtelności w podejściu do niego. Tym większa szkoda, bo Dave wielokrotnie udowadniał, że pisanie słów wychodzi mu całkiem zgrabnie. Nawet tutaj wspomniana “The Last Note” robi robotę.

Niby poświęciłem cały akapit na wylanie pomyj na ten album, a przecież jest on naprawdę dobry i z przyjemnością przesłuchałem go już wiele razy. Trzeba tylko wykasować ostatnią piosenkę, przymknąć ucho na liryki i jazda! Ciekawie jak te piosenki wypadną na tegorocznym Mystiku?

Dodaj komentarz

Witryna internetowa zasilana przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑

Polish Love

cudze chwalicie, swego nie znacie. gitarowo.

KASTRACJA

booking/hatemail/spam: kastracja.keylogger@gmail.com

przystanek59dotcom.wordpress.com/

SZWECJA • FOTOGRAFIA • SLOW-LIFE

irkallascreams.wordpress.com/

Irkalla. Blog o muzyce metalowej

FISIA.PL

o psach, dla psów, przez psa

DRAGONFLY EFFECT

Kształty rzeczy w naturze Wild nature photography

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover WordPress

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

Longreads : The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

WordPress.com News

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.