Kylesa – Poznań – Blue Note – 29.01.2012

 

Bardzo nie chciało mi się iść tamtego wieczora na koncert. Nie dlatego, że nie przepadam za wykonawcami (ok, KEN Mode są bardzo przeciętni), ale była to jedna pierwszych nocy, kiedy słupek rtęci pokazywał mniej niż -10 stopni Celsjusza. Przypomniałem sobie jednak jak bardzo lubię Kylesę, i ubrany „na cebulę” ruszyłem na mróz.Miejsce:
Poznański Blue Note opisywałem już jakiś czas temu, więc teraz tylko wspomnę, że było naprawdę sporo ludzi (na oko 3/4 powierzchni na parterze było zajęte), a piwo 2 razy droższe niż w szczecińskim Słowianinie.

Circle Takes the Square:
KEN Mode odpuściłem sobie zupełnie, po pierwsze z powodu zimna, a po drugie dlatego, że słyszałem ich ostatnią płytę. Kiedy oddałem kurtkę i na raty przeszedłem przez bramkę (pozdrowienia dla bramkarza pozbawionego pamięci krótkotrwałej), trio pochodzące, tak jak gwiazda wieczoru, z Savannah w stanie Georgia, było już w trakcie setu. Na pierwszy rzut ucha całkiem fajne granie – taki połamany w stylu Converge, ale po 2 piosenkach zaczęło robić się monotonnie. Bardzo fajnie za to wychodził wokalny „interplay” (nie wiem jak to nazwać po polsku – „międzygra”? „współśpiewanie”?) pomiędzy basistką i gitarzystą, z wtrętami perkusisty, który to pokrzykiwał sobie od czasu do czasu.

Kylesa:
Zdążyłem na spokoju dokończyć piwo i obadać zasoby stoiska z merchandise’m, a potem jeszcze ustawiłem się nieopodal sceny zanim gwiazda wieczoru pojawiła się na scenie. Potem wyszła Laura z ekipą, przyjebali i wyszli. W sumie jest to najbardziej adekwatne podsumowanie tego występu. Było ciężko, głośno i na temat. Kylesa skupiła się na dwóch ostatnich albumów, z pojedynczymi przedstawicielami wcześniejszych wydawnictw. Przewidywalnie, apogeum przyszło przy piosence Scapegoat, kiedy to Laura Pleasants rzuciła się w publiczność. Co do wokalistko-gitarzystki, trzeba również wspomnieć, że była w bardzo dobrej formie i dobrze radziła sobie zarówno z partiami wrzeszczanymi, jak i śpiewanymi, o grze na gitarze nie wspomnę. Reszta zespołu, na czele z duetem perkusyjnym wcale nie odstawała od poziomu swojej frontwoman.
Kiedy koncert skończył się po godzinie, byłem bardzo zadowolony – były piosenki, które bardzo lubię, dobrze zagrane, przy dobrym nagłośnieniu. Na dodatek, udało mi się dostać autograf basisty, a także samej Laury  na plakacie koncertowym. Czego chcieć więcej?

zdjęcie pochodzi z: http://www.t-mobile-music.pl

Dodaj komentarz

Witryna internetowa zasilana przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑