
Przed rozpoczęciem pisania tej relacji przejrzałem na szybko komentarze w internecie i jest jedna rzecz, co do której wszyscy uczestnicy się zgadzają: organizacja ssała pęto. O ile wejście na teren Atlas Areny przebiegło całkiem gładko, o tyle w środku zastałem taki bałagan, że tylko nasrać na środku. Jedno stanowisko z oficjalnym merchem wykonawców i zaledwie 2 punkty z piwem (albo 3 straciłem trochę orientację w tłumie), podczas gdy ogromne powierzchnie wokół trybun pozostały niezagospodarowane to po prostu nieśmieszny żart. Ludzie tracili całe występy stojąc w kilkudziesięciometrowych kolejkach. O ile powyższe brzmi jak mało śmieszny dowcip, to kwestia ochrony zakrawała na groteskę. Za bezpieczeństwo kilkudziesięciu (tak mi się wydaje) tysięcy ludzi odpowiadały głównie panie w wieku 60 plus. Metalowcy w przytłaczającej większości to pokojowo nastawiony gatunek, ale wyobraźcie sobie jak taka seniorka miałaby rozdzielić bójkę dwóch nachlanych stukilowych typów? Albo wyciągnąć kogoś z tłumu? Tylko pod samą sceną widziałem młodszych mężczyzn. Oczywiście wiem, że to sposób firmy ochroniarskiej na ulgi/dopłaty od państwa, ale może to nie najlepsze pole do szukania oszczędności?
Illusion

Pierwsze dwa zespoły odpuściłem, bo nawet na nagraniach studyjnych brzmiały amatorsko, Flapjack słuchałem z kolejki po piwo i pod sceną zameldowałem się dopiero na występ Lipy i kolegów. Nie mam jakiegoś wielkiego sentymentu dla tego zespołu, ale „Nóż” i „Kły” zasłużenie noszą miano klasyków polskiego ciężkiego grania. Niestety, tylko te dwa kawałki zabrzmiały porządnie. Podczas pozostałych muzycy rozjeżdżali się i brzmiało to wszystko słabo. Na plus mogę policzyć przytyki do partii rządzącej i wspólne śpiewanie „jebać PiS”. Umówmy się jednak, takie smaczki nie stanowią o jakości koncertu.
Crowbar

Metalowy krasnal i jego załoga również nie porwali mnie swoim występem. Windstein wyglądał na trochę zmęczonego i więcej życia pokazał w czasie gościnnego występu u gwiazdy wieczoru. Dodatkowo w miejscu w którym stałem, poza perkusją było słychać przede wszystkim bas. Ogólnie więc koncert Łomu oceniam na mierny z plusem.
Hatebreed

Tutaj zaczęła się jakość. Jak już pisałem przy relacji z krakowskiego Mystika, Amerykanie z płyt średnio mi robią, bo ich zmetalizowany hardcore jest dość monotonny w większych ilościach. Ale koncertowo są zajebiści. Dobra, zróżnicowana setlista, świetne brzmienie i hiperaktywny Jamey Jasta przy mikrofonie to przepis na udany show. Wokalista, który w czasie pandemii wyhodował okazałą grzywę, nawet przez chwilę nie stał w miejscu. I jasne, trochę jego wodzirejstwo pachnie festynem, ale nie jest to dla mnie deal-breaker.
Pantera

Tyle emocji i tyle wątpliwości budził we mnie i nie tylko ten koncert! Co z głosem Anselmo? Czy będzie hailował? Jak nowi muzycy wpasują się w miejsce braci Abbott? Co to będzie? Otóż koncert był zajebisty, acz nie bez wad.
Zaczęło się doskonale. Punkt 22 kurtyna opada, a zespół rusza z walcem „ A New Level”. Chyba każdemu w Atlas Arenie ucieszyła się gęba. Perkusja z basem jadą równiutko i z mocą, Zakk Wylde wygrywa w skupieniu potężny riff, a Phil wywrzaskuje kolejne wersy. Jest bardzo bardzo dobrze. Kolejne numery z doskonałej setlisty i zaczyna być słychać zgrzyty. Wokalista bardzo powoli się rozgrzewa, przez większość wieczoru nie jest w stanie wyciągnąć wysokich nutek. W niższych rejestrach jest jednak zawodowo, no i ta jego charyzma… Wylde pozostaje sobą, co ma dobre i złe strony. Fajnie, że nie próbuje małpować Dimebaga i nie biega po scenie, z drugiej strony jego styl gry i brzmienie jest tak charakterystyczne, że przyćmiewało resztę zespołu i repertuar. Muszę tutaj zgodzić się z kolegą, który napisał: „momentami brzmiało jakby to Black Label Society odgrywało numery Pantery”. Co do sekcji nie mam żadnych zastrzeżeń- zarówno Rex jaki i Charlie Benante zagrali bez zarzutu. W toku koncertu przyzwyczaiłem się do Zakka w tej nietypowej roli, a i Anselmo rozgrzał gardło, tak że końcówka występu z „Cowboys from Hell” i zagranym na bis „Yesterday Don’t Mean Shit” wyszły doskonale.
Mimo powyższych zarzutów bawiłem się doskonale. Skakałem, darłem mordę i razem z tysiącami ludzi wokół szalałem z radości. Rozum miał zastrzeżenia, ale serce popłynęło.

Dodaj komentarz