Vended

Zespół synów muzyków Slipknota, który brzmi jak kawałki Slipknota, które skipujesz. Fakt, że pod główną sceną zgromadzili jakieś 3 razy więcej ludzi niż dzień wcześniej Hellacopters świadczy o kolektywnym braku godności i gustu Polaków.
Djevel

Typowy norweski BM ze sklepu z norweskim BM, z jednej strony chwytliwy, z drugiej kwadratowy i zdecydowanie za słabo nagłośniony. Słuchałem przez ponad pół godziny, bo trafiło się wygodne miejsce na kanapie na antresoli w B90.
Bury Tomorrow

Sztampowy melodyjny metalcore, grany przez typowych korpo bros / trenerów fitnessu z Instagrama. Niby wydziarani, ale fryzurki w punkt i potężna muskulatura. Trochę oczekiwałem, że między piosenkami będą próbowali mi wcisnąć nowy plan treningowy albo zmienić moje myślenie na temat możliwości ludzkiego organizmu. Ostatecznie otworzą przede mną magiczny świat kryptowalut. Nic takiego się nie wydarzyło, więc poszedłem jeść.
Alcest

W końcu udało mi się dotrzeć na występ Neige i jego ekipy i pluję sobie w brodę, że doszło do tego dopiero teraz. Zachwycająca mieszanka black metalu i post rocka, zagrana jednocześnie z mocą i czarem. Wiem, że to brzmi trochę kiczowato, ale lepiej nie umiem tego określić. Stałem jak w transie przez cały czas. Razem z Meshuggah najlepszy koncert tego dnia.
Dark Angel

Legenda thrash metalu. Napierdalali aż miło, ale przez zjebane nagłośnienie gitary brzmiały jakby ktoś wycierał mi uszy papierem ściernym. Z płyt lubię, ale tutaj po prostu nie dało się tego wytrzymać.
Meshuggah

Jak wspominam ten koncert, robi mi się smutno i źle. Bo Szwedzi zabrzmieli tego wieczora doskonale. Klarownie i tak ciężko, że aż się buzia cieszyła. A do tego grali z takim ogniem, że gdzieś tam w piekle rogaty stukał raciczkami. Skąd więc smutek? Bo kurwa po kilku numerach opuściłem Park Stage na której grali, żeby obczaić największą sensację tego roku czyli…
Sleep Token

A jest to kaken jakich mało. Zupełnie asłuchalny bigos, do którego wpadł wokalista wzorujący się na Samie Smithie, riffy Korna, które nie przeszły kontroli jakości, djent i jakieś bity trip hopowe. Do tego image buchnięty Portugalczykom z Gaerea i dwu osobowy chór. Szkoda, że totalnie zabrakło w tym sensu i energii. Dla mnie to taki gimmick band jak Zeal & Ardor, tylko, że Szwajcarom udało się napisać ze dwie dobre piosenki. Tak czy owak, Sleep Token gówno. Mogłem w tym czasie słuchać Meshuggah, ale tak się kończy, jak człowiek chce być otwarty i próbować nowych rzeczy.
Gojira

Wielkie ekrany, płomienie i zespół w dobrej formie. Czego więcej wymagać od gwiazdy zamykającej de facto festiwal? Może tylko lepszego dźwięku, bo trochę dudniło. Ale ogólnie pełna profeska i nie ma się do czego przyczepić. Francuzów jednak widziałem już parę razy, więc jak już na starcie odegrali moje ulubione hity (“Backbone”, “Stranded” i “Flying Whales”) to dopiłem resztkę alkoholu i poszedłem na SKMkę. Bo to był dobry, zawodowy występ, ale nic porywającego.

Dodaj komentarz