
Ale dziwnie. Z jednej strony wszyscy spodziewali się tego od jakichś 30 lat. Używki, wypadki, choroba- w końcu musiało do tego dojść. Ale w tym momencie wydaje się to mniej realne, niż kiedy do piekła zszedł Karol Wojtyła. Może dlatego, że to nie encykliki są w mojej topce odsłuchów wszechczasów na Last.fm.
Wyobrażenie sobie życia bez Black Sabbath, czyli bez metalu, wydaje się być niewykonalnym ćwiczeniem. Wiem, że byłoby o wiele, wiele uboższe i po prostu gorsze. Ludzie, emocje, przeżycia – gdyby prześledzić ich chronologię, gdzieś tam w sercu kłębka leży płyta zaczynająca się odgłosami deszczu i dzwonu. I za to chciałbym Ozzy’emu podziękować. Jest to dług nie do spłacenia.
Poza oczywistymi uczuciami, typu smutek i niedowierzanie, śmierć Ozzy’ego budzi we mnie jedno, zaskakujące dla mnie – zazdrość. I nie, wcale nie dlatego, że chciałbym nie żyć. To znaczy też, ale nie o to chodzi tym razem. Zazdroszczę Ozzy’emu jego życia. Nie konkretnych z niego wydarzeń, ale tego jak je przeżył. Od młodości, kiedy z Tonym, Geezerem i Billem założyli Earth, a potem Black Sabbath, aż po finał, z pożegnalnym koncertem jako zwieńczeniem, w Aston, w oryginalnym składzie. Prawie całe życie na własnych zasadach, szczając (czasem dosłownie, jak w Alamo) na oczekiwania innych. Czy o kimś innym można tak powiedzieć? Czy można pragnąć więcej?
I właśnie o tym jest poniższa piosenka:
I was unprepared for fame
Then everybody knew my name
No more lonely nights, it’s all for you
I have traveled many miles
I’ve seen tears and I’ve seen smiles
Just remember that it’s all for you
Byłem niegotowy na sławę
I nagle moje imię stało się znane
Koniec z samotnymi nocami, to wszystko dla was
Przemierzyłem mnóstwo mil
Widziałem uśmiechy, widziałem łzy
Pamiętajcie, że to wszystko dla was
Don’t forget me as the colors fade
When the lights go down
It’s just an empty stage
Okay
Nie zapomnijcie mnie, gdy kolory wyblakną
Kiedy zgaśnie światło
A na scenie tylko pustka
W porządku
Yes, I’ve been a bad guy
Been higher than the blue sky
And the truth is I don’t wanna die an ordinary man
I’ve made momma cry
Don’t know why I’m still alive
Yes, the truth is I don’t wanna die an ordinary man
Tak, bywałem zły
Przećpany do nieba i z powrotem
Ale prawda jest taka, że nie chcę umrzeć jako zwyczajny człowiek
Doprowadzałem mamę do łez
Nie wiem, czemu ciągle żyję
Ale prawda jest taka, że nie chcę umrzeć jako zwyczajny człowiek
Many times I’ve lost control
They tried to kill my rock and roll
Just remember I’m still here for you
I don’t wanna say goodbye
When I do, you’ll be alright
After all, I did it all for you
Wielokrotnie opuszczała mnie kontrola
Chcieli zabić mojego rock and rolla
Pamiętajcie, że ciągle tu dla was jestem
Nie chcę się jeszcze żegnać
Ale kiedy do tego dojdzie, będę gotowy
W końcu to wszystko było dla was.
Czy poleciało kilka łez, kiedy jej dziś słuchałem? Może. Czy jest dobitniejszy przykład oksymoronu niż “Ozzy Osbourne zwyczajny człowiek”? Wiem, że nie.
ps. zdjęcie pochodzi z
https://photos.com/featured/photo-of-black-sabbath-and-ozzy-osbourne-colin-fuller.html

Jeden musiał odejść aby drugi zmartwychwstał.
Żył jak chciał w wolnym świecie.
Minuta ciszy.
Blog to muzyczny ale jeśli mowa o śmierci a ktoś z chłopaków lubił zabawki i modelarstwo japońskie to trzeba też napomknąć że w tym samym czasie odszedł pan Tamiya.
PolubieniePolubienie
Nie znam zupełnie, zaraz sprawdzę.
PolubieniePolubienie