Krótka Piłka 2013 cz. 6

Autopsy: Headless Ritual
Klasycy deathu powracają. Trochę tłustsze brzmienie niż poprzednio zdecydowanie należy policzyć im na plus, tak samo jak typowe dla nich fajne, zróżnicowane i ciekawe kompozycje oraz szalony głos Chrisa Reiferta. Bardzo dobre.

Avenged Sevenfold: Hail to the King
Niezaprzeczalnym faktem jest, że chłopaki zrzynają tutaj bezwstydnie z największych gwiazd ciężkiego rocka z lat 80-90-tych. Możnaby puścić im to płazem, gdyby obok piosenek bardzo dobrych, takich jak tytułowa (będąca nota bene kalką “Thunderstruck” AC/DC) albo wyjątkowo oryginalna (jak na tę płytę) “Planets”, nie było takich porażek jak nijaki “Heretic”, albo zupełnie żenująca balladka “Acid Rain”. I niestety, chyba tych drugich jest więcej.

Blood Ceremony: The Eldtritch Dark
Oldskulowy, okultystyczny hard rock. W sumie całkiem podobny do The Devil’s Blood, ale jeszcze bardziej retro (fleciki itp) i z mniej charyzmatyczną wokalistką. Ogólnie bardzo przeciętne, szkoda czasu.

Carcass: Surgical Steel
Solidny melodyjny death metal. Panowie Walker i Steer zebrali najlepsze patenty ze swojej dotychczasowej twórczości i wykrzesali z nich brutalne, ale też wpadające w ucho piosenki. Nie ma tu mowy o żadnej rewolucji, ale, wbrew głosom malkontentów, słucha się nadzwyczaj przyjemnie.

DevilDriver: Winter Kills
Niby płyta całkiem solidna, utrzymana w stylistyce groove metalowej, każda piosenka daje radę itd. Jednak wysłuchanie całości za jednym zamachem jest męczące, bo utwory nie różnią się zbytnio od siebie, ani od tych z dwóch poprzednich wydawnictw DiabłaKierowcy. Niby można obczaić, ale w sumie po co?

Dream Theater: Dream Theater
Kolejna płyta nowojorczyków, cechująca się tymi samymi wadami (wokale LeBriego, “cyrkowe” wstawki klawiszy, lekko przesadzona ilość partii solowych) i zaletami (ciekawe utwory, spore umiejętności muzyków) co wszystkie poprzednie. Z tym że tutaj zabrakło trochę momentów (o całych piosenkach nie wspomnę), które zapadałyby w pamięć. To wszystko już było i nie widzę powodu, żeby to odgrzewać. Wracam więc do moich 2 ulubionych wydawnictw Teatru- Awake i Octavarium.

Exhumed: Necrocracy
Bardzo fajna death metalowa sieka. Co prawda strasznie zrzynają z Carcass, ale wychodzą z tego fajne piosenki, więc i tak warto obczaić.

Fit for an Autopsy: Hellbound
Zaskakująco ciekawy deathcore. Piosenki nie są mega-głupkowate, zauważalnie różnią się od siebie i ogólnie, całość jest bardzo solidna.

Grave: Morbid Ascent
Porządny, organiczny death metal. Tylko 5 utworów, ale robią robotę.

Materia: Case of Noise
Djento-deathcore po polsku. Jest tu parę fajnych, grooviastych momentów, ale ogólnie takie to wtórne i nieciekawe. A czyste wokale wręcz wkurwiają.

Newsted: Heavy Metal Music
Płyta, która wyjaśnia wielką tajemnicę – czemu w Metallice nie dawali więcej komponować Jasonowi? Otóż jego piosenki ssą pęto. Typ jest w stanie wykrzesać z siebie 1-2 fajne motywy na całą płytę i to wszystko. Słabizna.

Nine Inch Nails: Hesitation Marks
NIN to NIN, mniej więcej wiadomo, czego się spodziewać. Tutaj Trent ciągle trzyma poziom pod względem kompozycji, acz wszystkie piosenki i produkcja są trochę zbyt ugłaskane. Ale i tak jest całkiem spoko.

Run the Jewels: Run the Jewels
Hip-hop. Kooperacja dwóch raperów: Killer Mike’a i El-P. Niesamowity flow, dobre teksty, oszczędne ale idealnie pasujące beaty. Ponadto brak autotune’a, czy też piejących dup tudzież kastratów w refrenach. Miazga.

Satyricon: Satyricon
Ładna okładka. Poza tym, mamy tu dalsze odejście od typowego dla Satyra i Icona (tak, wiem, że ten drugi to Frost, ale tak jest zabawniej) blacku, na rzecz bardziej przystępnych, rockowych brzmień z lekkim progresywnym zakrętasem. Nawet takie w miarę.

Thaw: Thaw
Black, noise i sludge, zjednoczone razem w nieświętym kotle. Mimo, że niełatwa w odbiorze, płyta jest kapitalna. Porywa słuchacza w piekielną podróż i zmusza do kolejnych powrotów.

The Safety Fire: Mouth of Swords
Taki nowoczesny metal alternatywny, idący trochę w djent, trochę w jakieś post hardcore’y. Całkiem ciekawe, ale czyste wokale są trochę za cukierkowe i irytują.

Vattnet Viskar: Sky Swallower
Progresywny i melodyjny black. Trochę taki Opethowy – tj. nakurw na zmianę ze spokojnymi, często akustycznym przerywnikami. Całkiem wporzo, ale brakuje tu ciosu, jebnięcia. Na dodatek produkcja jest odrobinę zbyt czysta. Da się słuchać, ale dupę urywa tylko momentami.

Watain: The Wild Hunt
Taki dziwny z tego rozkrok pomiędzy chęcią powrotu do staroszkolnego, brudnego blacku, a potrzebą eksperymentowania. W efekcie zabrakło tu dobrze napisanych, zapadających w pamięć piosenek (może poza “The Child Must Die”). No i jeszcze balladka “They Rode On”… Nie tylko nudna jak flaki z olejem, ale też ukazująca braki Erika w kwestii wokalnej. Srogi zawód.

obrazek pożyczyłem z http://thesonicsensory.files.wordpress.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: