Dismember

Przed występem Szwedów nie bardzo znałem ich twórczość, w związku z czym zamiast pod sceną, ustawiłem się w kolejce po zapiekanki. I był to wielki błąd z mojej strony, do czego doszedłem będąc 4 osoby od okienka, bo wtedy właśnie zaczęli grać. Świetne brzmienie, chwytliwe piosenki i mnóstwo groove’u. Nie potrafię powiedzieć wiele więcej, bo obsługa foodtrucka nie spieszyła się z realizacją mojego zamówienia i scenę zobaczyłem dopiero pod koniec koncertu. Moim jedynym usprawiedliwieniem był straszny głód. Tym niemniej same wrażenia dźwiękowe wystarczyły, by przekonać mnie do zakupu koszulki i do postanowienia, że koniecznie muszę nadrobić zaległości i zapoznać się z płytami. Coś wspaniałego!
Hellacopters

Tutaj mamy casus Thin Lizzy- to są różne zespoły z płyty i na żywo. Znajomi często wychwalali, że rewelacja, a ja tego w ogólnie kumałem. No ale skoro była okazja obejrzeć za darmoszkę, to postanowiłem dać im szansę. Pierwsze wrażenie mocno średnie, bo wyglądali na budżetowych Gunsów. Ale wystarczyło kilka nutek i już tańczyłem jak na najlepszej rockotece. Potoki rockowej energii i luzu lały się ze sceny, niestety na bardzo nieliczną publiczność. A w tym samym czasie na innych scenach był tylko jeden koncert- Grave. I myślę, że jedynym wytłumaczeniem tego stanu rzeczy jest fakt, że Polacy nienawidzą dobrej zabawy. Rock nad Wisłą musi być patetyczny i smutny, bo inaczej jest podejrzany. Tyle dygresji. Jeden z najlepszych koncertów edycji AD 2023.
Electric Wizard

„Wizard zajebisty ale jednak nudny” skwitował jeden z moich znajomych. I jest to opinia w punkt.
Carpathian Forest

Występ z gatunku kuriozalnych. O ile jeszcze instrumentaliści coś tam próbowali rzeźbić, wokalista miał totalnie wyjebane. Coś tam poskrzekiwał do mikrofonu, ale głównie spacerował po scenie i rozdawał publiczności małe flagi Norwegii. Beze mnie.
Danzig

Pytanie dnia brzmiało: jak zabrzmi Glenn Danzig? Otóż zabrzmiał fantastycznie. Można robić sobie podśmiechujki, że jakieś 50% piosenek śpiewała publiczność albo że między piosenkami Czarny Elvis sapał jak po przekroczeniu mety maratonu, ale to i tak nie miało wpływu na odbiór tego koncertu. Wyśmienita setlista (Danzig 1 + hity z 3 następnych), świetny zespół (gitara Tommy’ego Vincenta z Pronga brzmiała cudownie jadowicie) i niesamowita charyzma frontmana złożyły się na koncert godny gwiazdy wieczoru. I to pomimo braku jakiejkolwiek scenografii i efektów specjalnych. Po prostu 4 dojrzałych facetów wyszło na scenę i zagrało rocka, jak pan Szatan przykazał.
Watain

O swoim emocjonalnym stosunku do Erika i jego wesołej gromadki pisałem wcześniej w tym roku, więc tutaj po krótce tylko zamelduję, że wraz z paroma tysiącami osób zameldowałem się pod Park Stage o 1 w nocy i z opadającymi ze zmęczenia powiekami wysłuchałem setu prawie tak dobrego jak w Krakowie. Trochę więcej tylko było pogadanek wokalisty, o tym, że ten wieczór się nie powtórzy itp. itd. Ogólnie warto było czekać, ale też z radością zamówiłem potem uberka.


The Hellacopters – Eyes Of Oblivion – długo pozostanie na mojej półce, płyta przebojowa do posłuchania over over and over again, do porzygu
a zagrali może cover Sympathy For The Devil z Emeritusem IV ?
PolubieniePolubienie
No, będę musiał dać Piekłolikopterom dać drugą szansę.
Duszek nie zagrał żadnych coverów.
PolubieniePolubienie
to Hella zagrali z papą jako wokalistą w coverze rolling stones.. przynajmniej w internecie.
czytam te relacje i mam jedno przemyślenie. „Od sceny do pubu czy baru i z powrotem ;)”
Good time, zajebiście
PolubieniePolubienie
Co do Duszka i Hella – szkoda, że nie zrobili tego ponownie. Ale też grali w inne dni, więc pewnie logistycznie nie dało się tego spiąć.
Tak to właśnie wyglądało. Metal, alkohol, śmieciowe żarcie i fajni ludzie. Wakacje idealne.
PolubieniePolubienie