
Piłka meczowa:
Dopelord: Songs for Satan
Ta płyta wywołała u mnie wielkie westchnienie ulgi. A więc epka Reality Dagger nie była zwiastunem spadku formy, tylko nic nieznaczącym potknięciem! Kamień z serca! Czy w takim razie Songs for Satan są aż tak dobre jak Sign of the Devil? Tak! Troszkę wolniejsze, mniej hiciarskie, ale jakościowo to jest tak samo porywający zestaw piosenek jak ich poprzedni longplay. No i refreny w praktycznie każdym numerze to jest jakieś mistrzostwo świata. Rewelacja!
Cannibal Corpse: Chaos Horrific
Krwawo, gęsto i brutalnie. Słucha się ok, ale przydałyby się momenty na odetchnięcie od ciągłego nakurwu i wijących się riffów.
Code Orange: The Above
„Take Shape” jest wspaniałą piosenką. Ma ciężar, wrzaski, melodie, a do tego Billy’ego Corgana. Jednak cała reszta to jest taki śmietnik pomysłów z dupy, że po prostu nie idzie tego słuchać. Kradną z tych samych miejsc co poprzednio, od Pantery, Korna, NIN i innych, ale nie potrafią złożyć tych puzzli w jedną całość. Ta płyta kurwa nie ma sensu! A ja tak mocno ich kiedyś kochałem…
Extreme: SIX
Mimo, że wydali kilka płyt i byli całkiem sławni na początku lat 1990tych, to dla większości jest to typowy one-hit wonder. Chyba nie ma doby, w której jakaś komercyjna stacja by nie puściła „More Than Words”. Tutaj nie ma takich strzałów. Jest za to zaskakująco, jak na wiek muzyków, witalny rock. Niezłe riffy, spoko melodie i gitarowe akrobacje Nuno Bettencourta. Jest spoko.
Furia: Huta Luna
Pierwsze 30 minut: gitary wycinają jakieś oberki, mazurki i inne takie, a perkusja nakurwia blasty bez praktycznie żadnych przerw. Ostatnie 30 minut: ambient. Dezorientacja nigdy nie brzmiała tak dobrze.
Gravesend: Gowanus Death Stomp
Ta płyta jest jak pójście na pierwszy trening sztuk walki do grupy zaawansowanej. Ciągły wpierdol. Death, hardcore i grind z brzmieniem tak obskurnym i chropowatym, że djentowcy zaczynają płakać po paru nutkach. A i tak nie idzie się oderwać. Wspaniała rzecz.
Hellripper: Warlocks Grim & Withered Hags
Sympatyczny retro speed metal, czyli szybko, ostro i do przodu. Nie aż tak dobre jak Midnight, ale robi robotę. No i okładka wspaniała!
Imperial Sin: Reality Denied
Mimo, że ten zespół z Jastrzębia-Zdroju istnieje od 2008 roku, jest to ich dopiero drugi album. I wielka szkoda, bo Reality Denied to solidna porcja nowoczesnego death metalu. Mocne kompozycje, riffy jak mastify i doskonałe wokale nowego frontmana, Mateusza Sibili. Wszystko się zgadza i jeśli szukacie ciekawego miksu klasycznego DM z klimatami w stylu Gojiry i może Nevermore, to trudno lepiej trafić.
Łona, Andrzej Konieczny, Kacper Krupa: TAXI
Łona bez Webera za to z jakimiś (dla mnie) anonami nagrywa concept album o życiu taksówkarzy. Czy to zdanie ma sens? Czy jest prawdopodobne? No nie. Ale wbrew zdrowemu rozsądkowi, to może być najlepsza płyta w karierze szczecińskiego rapera. Tekstowo trzyma wysoki poziom z ostatnich nagrań, ale to podkłady przeważają szalę. Intrygujące i wysmakowane nie wpierdalają się przed szereg, pozwalając lśnić najlepszemu MC wśród polskich prawników. Świetna rzecz!
Paramore: This Is Why
Solidny pop rock. Spoko numery, ciekawe teksty i praktycznie brak słabych momentów. Ale też brak wybitnych, poza numerem tytułowym.
Spiritbox: The Fear of Fear
Na tej epce nie ma absolutnie nic ambitnego. Prosty, czyściutki brzmiący mainstreamowy metal. Jednak dobre kompozycje i cudowny głos Courtney LaPlante wynosi to wydawnictwo wysoko ponad dziesiątki zespołów próbujących grać taką muzykę.
Sworn: A Journey Told Through Fire
Taki całkiem rzetelny melo-blaczek z Norwegii. Od tygodnia myślę, co więcej napisać i niestety nic nie przychodzi do głowy. Co też w sumie dużo mówi o tej płycie.
Totenmesse: Fiktionlust
Wściekły black przypominający Massemord. Jest troszkę kombinowania i melodii, więc nie można się nudzić. Problemem jest to, że przesłuchałem ten album wiele razy i nic z niego nie pamiętam.

Graficy kontra muzyka, co bym kupił do domu jako plakat a co jako płytę do przesłuchania. Nie ma remisów, albo albo. Graficy grają u siebie
Dopelord: Songs for Satan 1:0 dla grafików
Cannibal Corpse: Chaos Horrific 2:0 dla grafików
Code Orange: The Above już 3:0
Extreme: SIX, jest gol dla muzyki 3:1
Furia: Huta Luna 3:2
Gravesend: Gowanus Death Stomp 4:2
Hellripper: Warlocks Grim & Withered Hags 5:2
Imperial Sin: Reality Denied 6:2
Łona, Andrzej Konieczny, Kacper Krupa: TAXI 7:2
Paramore: This Is Why 8:2, pogrom, nie tak miało być
Spiritbox: The Fear of Fear 8:3
Sworn: A Journey Told Through Fire 8:4 (TU SŁOWO KOMENTARZA, NIE SPODZIEWAŁEM SIĘ NAJGORSZEGO, PRZEPADŁ W NICOŚĆ, SZKODA, ŻYCIE IDZIE DALEJ)
Totenmesse: Fiktionlust 9:3 (TEN OBRAZ CHCIAŁBYM MIEĆ W GALERII JAKO PIERWSZY)
Co do obrazów to jak Twoja stara napisze do mnie na maila, na priv to otrzyma ode mnie obraz autorstwa mojej krwi, związany z pewną grupą muzyczną znaną wszem i Jej starej.I ktokolwiek jeszcze chciałby niech da znać, najsampierw zapyta Starej czy warto to również podeślę.
PolubieniePolubienie
errata:
Hellripper: Warlocks Grim & Withered Hags jednak 4:3 napierdalają konkretniej na uszy niż na wzrok
czyli 8:4 końcowy wynik 😉
PolubieniePolubienie
W związku z faktem że zainteresowanie darmowym projektem graficznym nie przeszło moich najśmielszych oczekiwań udostępniam je wszem na jednej z publicznych domen pod linkiem
https://ibb.co/dJwVJ5m
PolubieniePolubienie
Hej, wybacz, ale mam bardzo ciężki okres teraz i dopiero dochodzę do siebie. Całe życie mi się poprzestawiało i nie miałem głowy do pisania maili itp. Obejrzałem teraz i wow! Świetne! Zajmujesz się grafiką zawodowo?
PolubieniePolubienie
Jakbym narysował ja – to hmmmmm…co tu powiedzieć. Tu też Bóg nie był szczodry obdarzając mnie talentem graficznym o który podejrzewasz 😉
To moja córka, taki prezent od niej dostałem, wisi na ścianie w pokoju. Nie wiem dlaczego, bo odszedłem od wiary (w Ducha). Może aby m się nawrócił ?
Jak się podoba możesz wykorzystać, gdziekolwiek, chciałem się podzielić.
P.S. Oby Twoje życie się naprostowało.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję! Powoli robi się lepiej!
PolubieniePolubienie