Zaścianek jest małym klubem studenckim stojącym na kampusie AGH, bardzo blisko innej miejscówki koncertowej- Klubu Studio. Najciekawszą cechą wystroju są okratowane mini-loże pod ścianami. W sumie powinienem był zrobić zdjęcia, ale nie pomyślałem. Następnym razem.
Skull Bong

Jak zauważył kolega Tomasz, żeby wyróżniać się na scenie stoner, musisz być w chuj dobry. Wynika to z tego, że większość zespołów gra bardzo podobne rzeczy i wszystkie zlewają się w magmę przeciętnych riffów ukradzionych Tony’emu Iommiemu. W przypadku Skull Bong ani szaty mnichów ani maski nie ukryły faktu, że ich lekko psychodeliczny doom metal był przeciętny do bólu.
Mentor

Mentora przede wszystkim kojarzyłem ze składu osobowego, czyli typów grających m.in. w Thaw, Gruzji i wielu innych. Za mikrofonem zaś mają byłego redaktora polskiego Metal Hammera. Muzycznie nie jest to zbyt interesujące- ot jeden z wielu klonów Entombed. I tak jak z płyt mocno tak sobie, to na scenie ten metalowy dream team aż kipi od energii. I jasne, ich numery mogłyby być bardziej zróżnicowane, ale i tak kopały dupę aż miło. Do tego fenomenalną robotę robił Wojtek Kałuża na wokalu. Po Tymku z Ragehammer jest dla mnie zdecydowanie najbardziej charyzmatycznym frontmanem w kraju. Bardzo miła niespodzianka.
Dopelord

Warszawianie są doskonałym przykładem w chuj dobrego zespołu grającym stoner. Wiadomo, podstawą są kapitalne piosenki z refrenami, które wkręcają się w mózg i czczą Szatana. Nie ma wielu lepszych chwil w życiu niż darcie się „Hail Satan!” z kilkudziesięcioma innymi osobami. Do tego panowie na scenie pokazują niewymuszony luz i mają świetne, ciężkie brzmienie. Do setlisty również nie sposób się przyczepić- zawierała zarówno kawałki z Songs for Satan, jak i klasyki pokroju „Addicted to Black Magick”. Doskonały występ.

Dodaj komentarz