Krótka Piłka 2015 cz. 7

Piłka meczowa: Cruciamentum: Charnel Passages
Niech dziwna nazwa Was nie zniechęca, bo oto, po 10 latach grania i 4 wydanych epkach dostajemy od Anglików pełną i na dodatek bardzo dobrą płytę. Znawcy szufladkują ich jako death-doom, ja ich twórczość dookreślę następującymi epitetami: mroczna, agresywna i porywająca. Nie idąc na kompromisy i tanie chwyty, muzycy stworzyli potężny monolit, który poniewierając słuchacza, zmusza go do kolejnych powrotów do tego wydawnictwa. Cios!

Abigail Williams: The Accuser
Przeciętne amerykańskie blaczki. Jest sporo nakurwu, trochę melodii i odrobina atmosferycznych przestojów. Słucha się nawet przyjemnie, ale przy bogatej tegorocznej ofercie czarnej muzy, szkoda czasu.

Abyssal: Antikatastaseis
Takie lajtowsze Misthyrming. Czyli mrok, chaos i black metal, ale z tą różnicą, że Abyssalom zdarza się wpaść w łagodniejsze, shoegaze’owe momenty (np. w połowie “The Cornucopian”). Jednak zdrady ani Deafheaven tu nie ma i płyta jest ekstra.

Algiers: Algiers
Czarny pan śpiewa jak mu w życiu źle i ciężko i że niewolnictwo itd. W podkładach elektronika, jakieś trip-hopowe rytmy itp. Dla mnie to zbyt pretensjonalne i dość szybko wkurwia.

Children of Bodom: I Worship Chaos
Ej, w końcu przyzwoita płyta popularnych Czildrenów! 10 lat mija od absolutnie fantastycznego (acz raczej jestem odosobniony w tej opinii) Are You Dead Yet?, a Alexi nawet nie zbliżył się do jej poziomu. Co ja piszę zresztą, poprzednie dwa krążki były po prostu skrajnie gówniane, bez jakichkolwiek przebłysków jakości. A I Worship Chaos posiada na trackliście kilka naprawdę dobrych numerów, jak np. singlowy “Morrigan”, majestatyczny “Prayer for the Afflicted” i świetny cover “Danger Zone” Kenny’ego Logginsa. Szkoda, że reszta jest dość przeciętna, ale i tak miłe zaskoczenie.

Fit for an Autopsy: Absolute Hope Absolute Hell
Jedna z lepszych płyt jakie słyszałem w gatunku deathcore’owym, ale i tak zbyt monotonna, żeby przesłuchać całą na raz.

Goatsnake: Black Age Blues
Supergrupa (typy z SunnO))), Scream, i paru innych) powraca po 15 latach. Starych rzeczy jeszcze nie sprawdzałem, ale teraz grają stoner rock z wokalami w stylu młodego Anthony’ego Kiedisa z RHCP. Słucham i słucham i ciągle nie wiem, czy to jest fajne. Na 100% ciekawe i warte obadania.

Grave: Out of Respect for the Dead
Klasycy Śmierć-metalu ze Sztokholmu nie zmieniają swojej formuły: ciągle ich muzyka pędzi prosto do przodu, bez zbędnego kombinowania. I czynić z tego zarzutu nie zamierzam, bo produkt finalny jest bardzo spoko, acz do obesrania nie doprowadza.

Graveyard: Innocence & Decadence
Muszę w końcu obadać debiut tych Szwedów, bo jeśli wyciągać jakieś prawidłowości z ich trzech ostatnich krążków, to musi to być dzieło wybitne. Bo tak: Hisingen Blues, był świetny od pierwszej do ostatniej nutki. Lights Out wyraźnie słabszy, acz znalazły się perełki, z cudownie urokliwym “Hard Time Loving” na czele. A Innocence & Decadence? W najlepszym razie tło muzyczne do piwnego spotkania w lecie. Bo każdy numer taki nijaki. Niby sympatycznie buja ten sam blues co zawsze, wykonanie i produkcja bez zarzutu, ale ja słucham tego po raz enty, a jedyne co pamiętam, to przyzwoite “Too Much Is Not Enough”. Czas zatrzymać ten przykry trend, Panowie!

Horrendous: Anareta
No rżną bezczelnie z Death i paru innych, nie ma co się spierać. Ale i tak mało było fajniejszych, a przy tym porównywalnie ambitnych, śmierć-metalowych płyt w tym roku.

Kylesa: Exhausting Fire
No, w końcu Laura Pleasants i ekipa poczuli się pewnie w stylistyce stonerowo-psychodelicznej, w której rzeźbili od dobrych 5 lat bez większych sukcesów. Oczywiście, nie jest to potęga na miarę sludge’owego arcydzieła Static Tensions, ale mamy tu do czynienia z wydawnictwem ze wszech miar solidnym. No, pomijając ten ultra-wolny cover “Paranoid”, potrzebny na końcu, jak kurwie deszcz.

Mord ‘A’ Stigmata: Our Hearts Slow Down
Coraz dalej i dalej od  typowych blaczków, ciągle jednak na bardzo wysokim poziomie. Aż szkoda, że tylko trzy utwory się tu znajdują.

Non Opus Dei: Diabeł
No słucham, słucham i nic się majtkach nie rusza, ani w sercu nie rwie. Fajnie, że kombinują, że mają piosenki o żabkach, i że Diabeł i w ogóle. Ale choć jeden numer mogliby napisać, coby się w pamięć wbijał, a nie taką zbieraninę riffów i krzyków.

Rivers of Nihil: Monarchy
Wyjątkowo fajny tech-death. Poza obowiązkowymi popisami instrumentalistów na szczęście są tu też porządnie napisane kompozycje, dzięki czemu całość wyszła naprawdę dobrze.

Shining: International Blackjazz Society
Metalowo-hardcore’owo-jazzowe wygibasy, może trochę bardziej uładzone niż na poprzednich wydawnictwach. Słucha się nawet przyjemnie, szczególnie balladki “House of Control”, przypominającej spokojniejsze utwory Dillinger Escape Plan. Ale jestestwem mym to nie wstrząsa.

Sphere: Mindless Mass
Jest taki stary, kultowy film pt. Matrix. Padają w nim znane wszem i wobec słowa: “Niewiedza jest błogosławieństwem”. I tak było w przypadku mojej przygody z warszawskim zespołem Sphere. Muzycznie dość szybko mnie kupili- fajny, groove’iasty death metal, przypominający trochę Decapitated z czasów Organic Hallucinations. Niestety, zachciało mi się sprawdzać o czym wokalista bulgocze i tu zaczyna się dramat. Teksty są nie tylko głupie, ale i napisane żenującym, pełnym błędów angielskim (“Let to Live”? Srsly?!), a tego Twoja Stara nie może wybaczyć.

Taran: Taran
Nazwa zespołu idealnie oddaje jego twórczość: prosto, brutalnie, do przodu. Innymi słowy, ciagły blackmetalowy nakurw, z którego niestety niewiele wynika.

Trivium: Silence in the Snow
Tak jak In Waves, tak i to wydawnictwo zasługuje na miano produktu metalo-podobnego. Za grosz nie ma tu uczuć, pasji, ale za to słychać godziny spędzone na instrumentalnej siłowni i dolary wydane na obłędną produkcję. Nie wiem kogo to może jarać. Nie wiem też w sumie, po jakiego chuja śledzę ciągle ich poczynania.

Year of the Goat: The Unspeakable
Brzmi jakby Muse próbował w occult rocka. Nienawidzę Muse i ich pompatycznego, pozbawionego dobrych piosenek, za to pełnego wkurwiającej pretensji stadion rocka w chuj. Tak więc tak.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

Atropa Belladonna Von Coup

reader , writer , poet , person .

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: