
Na początku mijającego tygodnia wpadła mi w oko notka prasowa o starym odcinku podcastu (https://www.eskarock.pl/radar/polski-historyk-zaskakujaco-o-spotkaniu-z-brucem-dickinsonem-facet-powinien-miec-pokory-troche-aa-ua1j-i13x-3EYh.html) Wojewódzkiego i Kędzierskiego (w ogóle kto ich słucha w 2026?), w którym jakiś typ żali się na Bruce’a Dickinsona. Rzeczony typ przyłapał wokalistę Iron Maiden w restauracji, gdzie ten drugi spędzał prywatny czas, i zaczął się domagać uścisku dłoni i zdjęcia. Dickinson zareagował niechętnie, o co typ się zesrał, określił muzyka mianem dupka i skomentował sytuację w następujący sposób:
“Człowieku, przecież żyjesz dzięki mnie. Ja kupuję od 30 lat wszystkie płyty, wszystkie single, koszulki oryginalne – ty jesteś dla fanów, prawda? Nie chcesz tego? Nie chcesz tego fejmu, żeby cię ludzie zaczepiali – to po co zostałeś gwiazdą heavy metalu, żeby śpiewać na stadionach?”. No i to mnie trochę tak zirytowało i facet powinien mieć pokory trochę. […] Był skwaszony taki, zrobił to zdjęcie, ale naburmuszony taki, aż przykro było potem to komuś pokazać”.
Dlaczego poświęcam post tej sytuacji? Bo wkurwia mnie, że wiele osób ma takie gówniarskie podejście do muzyków i ogólnie celebrytów: skoro znam ciebie z internetu czy kina, to jesteś mi coś winien, coś mi się od ciebie należy.
Jest to głupie, chamskie i trochę nawet odczłowieczające podejście do tych osób. Tak jak my, oni mają prawo do prywatności, spędzania czasu poza domem itd. Fakt, że trzeba tłumaczyć to dorosłym osobom jest co najmniej dziwny, no ale jak mawiają Anglicy „but here we are”. Na TikToku ktoś podał dobry przykład, że nikt nie zaczepia np. kucharza po pracy, domagając się zrobienia ulubionego dania, kiedy ten spędza czas z rodziną na plaży. Dlaczego niby artystów można traktować gorzej?
Argument, że pan obrażalski kupuje bilety, płyty i gadżety Iron Maiden, więc mu się wszystko należy jest z totalnie z dupy. Za cenę biletu kupiłeś udział w koncercie, za płyty- możliwość słuchania muzyki w domu, a za koszulki- fajny element garderoby. Ale nie umowę na to, że jak Bruce Dickinson spotyka cię na mieście to dostaje biegunki ze szczęścia, bierze cię na ręce i zabiera do siebie do domu, gdzie robi obiad z pięciu dań. To jest bardzo proste.
I nie o to mi chodzi, żeby nigdy nie próbować zaczepiać ulubionych twórców. Sam mam zdjęcie z Nergalem, o które poprosiłem, gdy ten opuszczał kawiarnię we Wrocławiu. Ale po pierwsze, wybierajmy czas i miejsce- tłumaczenie muzykowi nad pisuarem, że jego płyta odmieniła ci życie- średni pomysł. A po drugie, chodzi o zrozumienie, że danej chwili ta druga osoba może nie ma czasu albo chęci na rozmowę/zdjęcie/autograf i uszanowanie tego. I kiedy nie ma ochoty na interakcję, powiedzenie “OK, dzięki. Miłego dnia!”. A nie latanie do podcastu przebrzmiałych gwiazd, żeby się spłakać jak przedszkolak.
Ps. o dziwo nawet z pomocą sztucznej inteligencji nie udało mi się znaleźć metalowej piosenki z refrenem w stylu “nic nie jestem ci winien”, więc będzie stare Foo Fighters.
Ps 2. To dobry moment, żeby przypomnieć, że niedługo do kin wchodzi dokument o Ironach, Burning Ambition. Ja już mam swój bilet, a Wy?

Dodaj komentarz