
Piłka meczowa:
Dool: Shape of Fluidity
Śledzenie twórczości Holendrów jest bardzo satysfakcjonujące, bo pokazuje stopniowy rozwój ich warsztatu piosenko-pisarskiego. Na Summerland już było pod tym względem dobrze, ale to co się dzieje na SoF, to jest miazga. Tu nie ma słabych numerów, a kilka („Venus in Flames”, „Self-Dissect”, tytułowy, czy „Hermagorgon”) ociera się o doskonałość. A wszystko to przy zachowaniu swojego stylu, czyli hard rocka z lekko gotycką aurą. Wspaniały album!
Chainsword: BORN TRIUMPHANT
Death metal z Warszawy, mocno w stylu Bolt Throwera. Wszystko jest na solidnym poziomie i mimo, że nie ma tu grama oryginalności, fani takiego grania powinni być zadowoleni.
Coals: Sanatorium
Melancholijny elektropop z Gliwic. Muzyka duetu kojarzy mi się z Laną Del Rey- tak samo profesjonalna i sterylna, tak samo bez życia. Może działać jako muzyka tła, ale jak się skupić to nudzi, a nawet trochę wkurwia.
The Dog: Somewhere, Anywhere
Bardzo fajne alternatywno-metalowe granie. Słyszę tu trochę grunge’u, Deftones i cięższych rzeczy i wszystko to się składa w udane piosenki. Problemem jest głos Igora. Typ wyje jak taki smutny, nomen omen, pies i po 2-3 piosenkach zaczyna mnie to męczyć. Fajnie byłoby usłyszeć ten materiał z innym wokalem.
Hauntologist: Hollow
Projekt Darkside’a i the Falla, czyli sekcji rytmicznej Mgły. I cień ich macierzystego zespołu kładzie się nad tą płytą. Za każdym razem jak jej słucham, wyobrażam sobie psa przywiązanego do drzewa. Cały czas próbuje biec w różne strony, ale sznurek w pewnym momencie się kończy i zwierzę wraca do pnia. I tak jest z muzyką duetu. Troszkę próbują kombinować, tak jak m.in. w piosence tytułowej i „Gaudermoen”, ale ten powróz ściąga ich z powrotem na mgliste koleiny, gdzie brzmią jak przeciętna kopia oryginału. Mam nadzieję, że na kolejnym albumie zerwą się z łańcucha.
Iron Monkey: Spleen & Goad
Przyzwoite slugde’e. Jest brud, ciężar i groove. Niczym się nie wyróżniają, ale na koncert bym poszedł.
Metz: Up On Gravity Hill
Kanadyjskie emo/post hardcore. Zupełnie nieciekawe.
Pearl Jam: Dark Matter
Słuchając tej płyty czułem się jakbym oglądał benefis jakiegoś starego piłkarza, który zaprosił swoich kumpli do wspólnego pokopania łaciatej. Uczestnicy się dobrze bawią, ale dla widza przyjemność średnia, bo dawne gwiazdy nie dość, że wyhodowały brzuszki, to jeszcze kondycji nie starcza, a ciekawe zagrania przeplatają się z potknięciami. No i fajnie, że sprawia im to radość, ale po co to oglądać, kiedy na innym kanale grają gwiazdy u szczytu kariery?
TONFA: TRZECIA SZYNA
Hip-hop z Warszawy. Przyzwoite skille i podkłady, ale teksty są totalnie o niczym. Najgorsze jednak to, że żaden z numerów nie zapadł mi w pamięć.
Witch Vomit: Funeral Sanctum
Piwniczny death metal, tym razem bez doomowych naleciałości. Bardzo fajna łupanka, plugawa jak nazwa zespołu.

Kolego szanowny, nie chciałbyś może dołączyć do Mastodona? Już zacząłem cię tam reklamować 🙂
https://pol.social/@stfn/113616337055892440
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Hej Stefku, dzięki za reklamę! Obecnie raczej myślę o rezygnacji z social mediów, więc na razie nie.
PolubieniePolubienie
stąd biała flaga…nie widać ?
PolubieniePolubienie