
Po zwykłych koncertach i występach w teatrze nadszedł dla Nihila i spółki czas na podbicie kolejnej gałęzi sztuki – filmu. Zespół rozstawił się na scenie klubu Studio jak zwykle, jednak tym razem scenę zasłaniała prześwitująca płachta, na której wyświetlano stare materiały dokumentalne, pokazujące społeczno-przemysłową stronę Katowic i chyba ogólnie Śląska. Bloki mieszkalne, ulice, maszyny i place budowy, większość w czerni i bieli. W tym czasie zespół grał swoje normalne piosenki, głównie z Huty Luny. Trzy albo cztery razy w trakcie seansu odtwarzano fragmenty dokumentu o budowie hali Spodek, kiedy to z taśmy leciał głos lektora, a gitarzysta Artur Rumiński tworzył ambientowe tło. Dodatkowo głośniki rozwieszone pod sufitem dookoła sali koncertowej nadawały industrialne dźwięki, jakbyśmy znajdowali się w fabryce. Całość trwała niecałe półtorej godziny.

I teraz najważniejsze pytanie: czy to było fajne? Tak, ale nie do końca. Wiadomo, Furia to zespół wybitny, praktycznie bez skuchy jeśli chodzi o dyskografię, na scenie również zawsze trzymali poziom. Tak było i tym razem, jednak mi przeszkadzała ta bariera między zespołem, a publicznością. W czasie koncertu wolę widzieć muzyków, ich ruch i emocje, a tutaj było to bardzo ograniczone. Chyba wolałbym, żeby wszelkie obrazy wyświetlane były tradycyjnie- na ekranie z tyłu sceny. Co do dźwięku, to z jednej strony był bardzo czysty i selektywny, z drugiej trochę za cichy. Lubię jak na koncertach muzyka rusza flakami. Tak więc muzycznie spoko, ale bez obesrania. Jeśli chodzi o obraz, to szczerze mówiąc, nie czułem więzi między nim, a muzyką. Dla mnie Furia i ogólnie black metal to las, przyroda, otwarta przestrzeń. Fabryki to industrial, punk, nowa fala, albo jakaś elektronika. Dlatego najlepiej współgrały mi sceny, gdzie obraz przetwarzano w jakieś abstrakcyjne formy, coś jak z testu Rorschacha. Najgorszymi momentami były jednak fragmenty ze Spodkiem, kiedy zespół milkł, a narrator opowiadał o konstrukcjach metalowo-betonowych. Wiele razy padało słowo dźwigar. Mnie architektura i budownictwo kompletnie nie interesują, szczególnie bez kontekstu społecznego. Tak dokładny opis procesu budowania wymęczył mnie i zaburzył rytm koncertu. Chyba lepiej, gdyby tekst był tylko w formie napisów u dołu ekranu, a muzyka grała dalej.

Ogólnie więc Furia w kinie była ciekawym doświadczeniem. Muzyka pierwsza klasa, jednak reszta oprawy nie przemówiła do mnie. Jak to się mówi przy rodzinnych obiadach: “smaczne, ale więcej już nie rób”.

A ja będę bronić Furii, bo na koncercie w Warszawie towarzyszyło mi przemożne wrażenie, że Filmoteka Śląska dając im te wszystkie filmy wykonała mniej więcej taki manewr jakby małoletniemu fanowi Gwiezdnych Wojen podarować wszystkie zestawy Lego z postaciami z tego uniwersum. I oni tej szansy nie zmarnowali.
Oni sobie z tego poskładali nie tylko opowieść o Śląsku, ale także opowieść o Furii jako o „produkcie ubocznym” tego Śląska: o Parku Śląskim, gdzie się poznali jako małolaty i gdzie urzędowali w Leśniczówce, o Spodku niezmiennie kojarzącym się z Metalmanią (do którego, jak podkreśla Nihil, chodzi grać koncerty na piechotę), o gołębiarzach, którym oddali hołd umieszczając na okładce Nocela ruiny zawalonej w 2006 roku hali targowej MTK (a zawaliła się podczas wystawy gołębi, to była największa katastrofa budowlana, kilkudziesięciu zabitych i grubo ponad setka rannych), o hutach i kopalniach, które umieszczali na swoich płytach na przeróżne sposoby, o hałdach po których się włóczyli. Pewnie jeszcze takich odniesień można by jeszcze więcej znaleźć, ale już nie pamiętam tych wszystkich filmów. Więc dla mnie ta oprawa była super bonusem, właśnie taką dodatkową warstwą do muzyki, a na zwykłe koncerty Furii jeszcze znajdzie się okazja, choćby niebawem w Olsztynie.
PolubieniePolubienie
Dzięki za ten komentarz!
Tak jak w każdym poście tutaj, napisałem o swoich odczuciach. Bo na rozum wiem, że Furia mocno zakorzeniona jest w Śląsku, a Śląsk to przemysł i specyficzna na tle całego kraju historia, również ta najnowsza. Ale jak pisałem, emocjonalnie mi się to nie skleja i nie wiem, czy da się z tym cokolwiek zrobić.
PolubieniePolubienie