Furia gra kino – 24.05.2026 – Klub Studio, Kraków

Po zwykłych koncertach i występach w teatrze nadszedł dla Nihila i spółki czas na podbicie kolejnej gałęzi sztuki – filmu. Zespół rozstawił się na scenie klubu Studio jak zwykle, jednak tym razem scenę zasłaniała prześwitująca płachta, na której wyświetlano stare materiały dokumentalne, pokazujące społeczno-przemysłową stronę Katowic i chyba ogólnie Śląska. Bloki mieszkalne, ulice, maszyny i place budowy, większość w czerni i bieli. W tym czasie zespół grał swoje normalne piosenki, głównie z Huty Luny. Trzy albo cztery razy w trakcie seansu odtwarzano fragmenty dokumentu o budowie hali Spodek, kiedy to z taśmy leciał głos lektora, a gitarzysta Artur Rumiński tworzył ambientowe tło. Dodatkowo głośniki rozwieszone pod sufitem dookoła sali koncertowej nadawały industrialne dźwięki, jakbyśmy znajdowali się w fabryce. Całość trwała niecałe półtorej godziny.

I teraz najważniejsze pytanie: czy to było fajne? Tak, ale nie do końca. Wiadomo, Furia to zespół wybitny, praktycznie bez skuchy jeśli chodzi o dyskografię, na scenie również zawsze trzymali poziom. Tak było i tym razem, jednak mi przeszkadzała ta bariera między zespołem, a publicznością. W czasie koncertu wolę widzieć muzyków, ich ruch i emocje, a tutaj było to bardzo ograniczone. Chyba wolałbym, żeby wszelkie obrazy wyświetlane były tradycyjnie- na ekranie z tyłu sceny. Co do dźwięku, to z jednej strony był bardzo czysty i selektywny, z drugiej trochę za cichy. Lubię jak na koncertach muzyka rusza flakami. Tak więc muzycznie spoko, ale bez obesrania. Jeśli chodzi o obraz, to szczerze mówiąc, nie czułem więzi między nim, a muzyką. Dla mnie Furia i ogólnie black metal to las, przyroda, otwarta przestrzeń. Fabryki to industrial, punk, nowa fala, albo jakaś elektronika. Dlatego najlepiej współgrały mi sceny, gdzie obraz przetwarzano w jakieś abstrakcyjne formy, coś jak z testu Rorschacha. Najgorszymi momentami były jednak fragmenty ze Spodkiem, kiedy zespół milkł, a narrator opowiadał o konstrukcjach metalowo-betonowych. Wiele razy padało słowo dźwigar. Mnie architektura i budownictwo kompletnie nie interesują, szczególnie bez kontekstu społecznego. Tak dokładny opis procesu budowania wymęczył mnie i zaburzył rytm koncertu. Chyba lepiej, gdyby tekst był tylko w formie napisów u dołu ekranu, a muzyka grała dalej.

Ogólnie więc Furia w kinie była ciekawym doświadczeniem. Muzyka pierwsza klasa, jednak reszta oprawy nie przemówiła do mnie. Jak to się mówi przy rodzinnych obiadach: “smaczne, ale więcej już nie rób”.

Dodaj komentarz

Witryna internetowa zasilana przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑