Krótka Piłka 2013 cz. 5

Philip H. Anselmo & The Illegals: Walk Through Exits Only
Taki dość bezsensowny wygrzew. Niby tylko 8 ścieżek, ale męczy okrutnie. Jeśli chcecie posłuchać fajnych piosenek, w których Filipek drze ryja, polecam Superjoint Ritual. Bo to tutaj takie jakieś niefajne zupełnie.

Black Tusk: Tend No Wounds
Przeciętna epka zawierająca przeciętny, typowo amerykański sludge’o-stoner. Szkoda czasu.

Chimaira: Crown of Phantoms
W końcu solidna płyta weteranów groove metalu, zdecydowanie najlepsza od czasu Resurrection. Dobre, zwarte numery i tradycyjny dla nich ciężar. Swoją drogą, to ciekawe, że w ostatnich latach zmieniło się ⅚ zespołu, a stylistycznie różnice są tylko kosmetyczne. Ale i tak podoba mi się.

Deep Purple: Now What?!
Nie rozumiem zachwytu części prasy muzycznej nad tą płytą. Przyzwoity rock dla starych ludzi, ale nic ponadto.

Defeater: Letters Home
Melodyjny post-hardcore. Praktycznie powtórka ich poprzedniej płyty, naprawdę solidnej Empty Days and Sleepless Nights. Są zespoły, które potrafią nagrywać w kółko to samo i nie nużyć, ale Defeater raczej do nich nie należy.

Extol: Extol
Progresywny metal bez zapędów wirtuozersko-masturbacyjnych. Trochę za czysta produkcja i za ładne czyste wokale (czasami podchodzące pod manierę Weird Ala Yankovitcha), ale kurde, fajnie kombinują. Warto obadać.

Five Finger Death Punch: The Wrong Side of Heaven and the Righteous Side of Hell, Vol. 1
Prostacki macho-metal. Piosenki opowiadają głównie o krzywdzeniu ludzi, którzy źle się spojrzeli na wokalistę, albo o tym, jak wokalista obiecuje się nie poddać, kiedy inne osoby obrażają jego uczucia. Potrafię się jedynie domyślać, w jaki sposób namówili Roba Halforda do udziału w tym żenującym przedsięwzięciu (chodzi o seks. Seks homoseksualny).

Furia: W melancholii
Instrumentalna epka, z dwoma długimi utworami. To już nie jest ani black, ani chyba żaden inny metal, ale robi robotę. Jak zawsze.

Gorguts: Colored Sands
Deathmetalowa wersja Deathspell Omega- dużo mroku, zła i pokręconych struktur piosenek. Dobre, ale z początku wchodzi bardzo opornie.

Kalmah: Seventh Swamphony
Po okładce i tytule płyty, spodziewałem się jakiegoś obskurnego sludge’u, a dostałem melodyjny death metal, bardzo w stylu Children of Bodom. I muszę przyznać, że jestem trochę rozdarty w kwestii własnej opinii. Na pewno podobałoby mi się o wiele bardziej, gdyby nie było tych takich operowych partii klawiszy, które zajeżdżają Najtłiszem i tego typu tworami. Bo gitarki całkiem sensownie pracują, wokal też spoko. Tylko te nieszczęsne organki…

Leprous: Coal
Mega-miszmasz gatunkowy. Trochę tu progresji spod znaku Dream Theater (acz bez tej całej wirtuozerskiej otoczki), trochę takiego industrialu w klimatach starszych dokonań Devina Townsenda, trochę takich nowoczesnych djentowych smaczków, a trochę autorskiego niewiadomo czego. O dziwo, ten bałagan wchodzi całkiem nieźle i jest fajnie zrobiony. Żeby nie było za słodko, bardzo wkurwiają mnie wokale, w stylu Jamesa LaBrie z w/w Teatru Snów. Nie mogę znieść takiego operowego śpiewu, ale jeśli komuś on nie przeszkadza, to sądzę, że warto zapoznać się z tym wydawnictwem.

The National: Trouble Will Find Me
Kurde, nie sposób nie lubić tych ich prostych, uroczych i smutnych zarazem piosenek. Tak więc lubię je. Acz na High Violet były lepsze.

Palms: Palms
Isis z wokalami Chino Moreno z Deftones. Osobno obie te rzeczy uwielbiam, ale ich wspólny projekt jest najlepiej spisuje się jako usypiacz w czasie długiej jazdy autokarem. Ewentualnie może służyć jako muzyka tła podczas romantycznej schadzki.

Podsiadło, Dawid: Comfort and Happiness
Pierwsze skojarzenie: Jeff Buckley (czasem wpadający w manierę Piotra R.) nagrał covery Coldplay. Wyszły z tego proste pop-rockowe piosenki dla smutnych dziewcząt. Teksty polskie (w dwóch utworach) przyzwoite, angielska wymowa (w pozostałych) i produkcja wyjątkowo dobre. Ale nie ma tu nic, co by mogło zachecić do powracania do tej płyty.

Revocation: Revocation
Jeden z moich ulubionych młodych zespołów nie zawodzi. Techniczny thrash, z bardzo rozbudowanymi piosenkami, które mimo wszystko wpadają w ucho. Dodatkowo, partie gitarowe Davida Davidsona porywają – typ gra tu wszystko, rock, blues, jakieś progresywne girlandy i oczywiście bezlitosny thrash. Szał!

Kanye West: Yeezus
Bardzo wkurwiająca płyta. Dark Fantasy weszła u mnie bez popity, ale to jest bardzo słabe. Przede wszystkim irytują brudne, prymitywistyczne podkłady, ale też Westowi chyba flow się wyczerpał. Braki w treści wypełnia jakimiś wrzaskami i innym hałasem z dupy. Całość też z dupy.

The Winery Dogs: The Winery Dogs
Ritchie Kotzen, Billy Sheehan i Mike Portnoy grają prostego rock ‘n’ rolla w stylu Mr Big (w którym dwaj pierwsi grali). Takie sobie, acz momenty kiedy któryś z nich decyduje pochwalić się swoją wirtuozerią, robią duże wrażenie.

Wintergatan: Wintergatan
Nie mam pojęcia jaki to jest gatunek, wiem za to, że to najradośniejsza płyta jaką słyszałem od czasu soundtracku do Amelii. Wkurw na upał, zmęczenie pracą, zwykła chandra – nic nie ma szans z Wintergatan!

obrazek pożyczyłem z: www.metalmusicarchives.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: