Krótka Piłka 2016 cz. 1

Piłka meczowa: Aluk Todolo: Voix
Mądrzy ludzie z internetów piszą, że to noise i psychodelia. Ja się tam nie znam, więc łopatologicznie napiszę co słyszę: transowe łamańce na bębnach i basie, z towarzyszeniem gitarowych hałasów. I powiem Wam, że to strasznie fajne jest! Francuzi tworzą niepokojący, a zarazem hipnotyczny klimat, który wciąga słuchacza do tego stopnia, że parę razy prawie przegapiłem swój przystanek. Niełatwe w odbiorze, ale bardzo dobre.

Abbath: Abbath
Zaskoczenie pierwsze- riff otwierający płyte brzmi jak Pantera na Reinventing Steel. Zaskoczenie drugie- reszta płyty nie brzmi jak piąta woda po kisielu… tzn. po Immortal. Lepiej pasuje określenie: logiczny następca All Shall Fall– czyli melodyjny blaczek, ciągle podniosły i zimny, ale czystej epickosci coraz mniej. Zamiast tego płyta fajnie buja i wciąga przebojowymi kompozycjami. Pomimo stosunkowo krótkich (w porównaniu z Nieśmiertelnymi płytami) piosenek, utrzymany został wysoki poziom skomplikowania kompozycji. Podsumowując, solidna rzecz, którą byłym kolegom Abbatha ciężko będzie przebić.

Bury Tomorrow: Earthbound
Kryształowa kulo! Jaką muzykę może grać zespół o nazwie Bury Tomorrow?
– Oklepany metalcore, krzyczana zwrotka-śpiewany refren, proste struktury piosenek i standardowe instrumentarium.
Może chociaż kompozycje będą porywające, albo chociaż po prostu solidne?
– Nie ma mowy. Każdy numer będzie doskonale wręcz nijaki.
Kryształowa kulo, po co takie płyty powstają? Kulo? Halo?!

Dream Theater: The Astonishing
Uroczyście ślubuję sobie unikać: a) wydawnictw dwu-płytowych, b) rock oper, c) nowej muzyki Dream Theater. Są to wszystko okropne rzeczy, a zebrane razem tworzą okrutnie wręcz odrzucającą mieszankę, przez którą znielubiłem trochę muzykę jako całość.

Hexvessel: When We Are Death
Lekki taki zawód tutaj przeżyłem, liczywszy na nawiązanie do wcześniejszych szamańsko-folkowo-niesamowitych rytuałów. A co dostałem? Pop-roczek z odniesieniami do lat 70-tych (ach te organki!) i rockabilly. W sumie nie najgorsze i ma Kvohsta na wokalu, ale poza dwiema balladkami nie wzbudza mocniejszych wrażeń.

Obscura: Akroasis
Na tle swoich tech-deathowych kolegów Obscura wyróżnia się zdecydowanie in plus, jeśli chodzi o pisanie piosenek. Niestety, przy Akroasis  notują Niemiaszki spadek formy, w porównaniu z bardzo dobrym Omnivium. Niby jest przyzwoicie, ale nie zanosi się, żebym do tej płyty wracał.

Oranssi Pazuzu: Värähtelijä
Ja nie wiem w ogóle, co to ma być? Jakieś post metale, czy co? Trochę brzmi jak ostatnie Cult of Luna, trochę jak Solstafir (ale tu chyba kwestia zasugerowania się teledyskiem), trochę jak coś jeszcze innego. Ale jest szaleństwo, a szaleństwo zawsze w cenie. I wracam w kółko do tego czegoś, czyli nie może być źle.

Rotting Christ: Rituals
Od pierwszego przesłuchania, parę tygodni temu, kiedy kończy się ostatnia piosenka z Rituals  pt. “The Four Horsemen”, myślę sobie: “Jeszcze jeden raz obczaję całość i będę wiedział na 100%, czy mi się to podoba, czy nie”. I tak powracam przynajmniej raz dziennie i ciągle ni chuja. Bo z jednej strony, fajne jest, że mam do czynienia z albumem znacznie równiejszym, w porównaniu do chaotycznego Kata Ton Daimona Eaytoy. Tegoroczne wydawnictwo Greków wywołuje uczucie dziwnego, plemiennego transu. I jest to super, ale nie przysłania przykrego faktu, że po tych wszystkich spotkaniach z płytą, trudno mi przypomnieć sobie jakikolwiek fragment tych mrocznych Rytuałów. I to się już chyba nie zmieni.

Urgehal: Aeons in Sodom
Śmierci frontmana Nefasa w żaden sposób nie stępiła wideł Urgehal i norwescy weterani black metalu powracają z siódmym pełnowymiarowym wydawnictwem. Jednak zamiast przyjąć nowego wokalistę w swe szeregi, panowie zdecydowali się poprosić o wsparcie znanych i lubianych sceny, m.in. Nocturno Culto, Nattefrosta, Hoesta, czy też Niklasa Kvarfortha. O dziwo, mimo iż każda piosenka została wykwiczana przez inną osobę, nie odnosi się tu wrażenia, że mamy do czynienia z jakąś składanką. Całość jest bardzo spójna i od początku porywa słuchacza swym całkiem przebojowym black metalem, w którym najwyraźniej słychać wpływy Darkthrone. Paradoksalnie, wyżej wspomniana spójność jest też w pewien sposób słabym punktem Eonów w Sodomii, gdyż utwory nie różnią się zbytnio od siebie, po pewnym czasie zbijając się w przyjemną, ale dość szablonową powódź dźwięków. Ogólnie więc jest spoko, ale do osrania daleko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: