Identycznie jak w roku ubiegłym, festiwal zaczął się od rozgrzewki dostępnej dla posiadaczy karnetów VIP i tych co kupili zwykłe karnety na wczesnym etapie przedsprzedaży. Od kolejnych dni Warm Up różnił się brakiem zdecydowanego headlinera i dostępnością 3 z 5 scen festiwalowych.
Entropia

Mimo, że poza Vesper twórczość wrocławian raczej mi dynda i powiewa, postanowiłem dać im szansę na żywo, głównie dlatego, że ostatni krążek zbiera pozytywne recenzje. Chłopaki zaprezentowali dość wyjątkowy w kontekście całej imprezy image, a mianowicie hawajskie koszule. W sumie nieźle to korespondowało z psychodelicznym przekazem ich twórczości, ale z samą muzyką już średnio. Awangardowy, progresywny metal, dosmaczony resztkami blackgaze’u sugerowałby raczej czarne golfy. Chociaż w taką pogodę to by było samobójstwo. Dobra, dość o kwestiach pobocznych, czas opisać występ. Otóż nie podobał mi się wcale. Numery Entropii zdają się błąkać bez celu, nie oferując słuchaczom ani jakichś ciekawych patentów, ani zapamiętywalnych motywów, ani nawet ciężaru. Sądząc po minach muzyków, nawet oni byli trochę znudzeni swoją twórczością.
Defleshed

Tercet siwiejących panów ze Szwecji zapodał bardzo sympatyczną mieszankę death metalu i grindu, do której nóżka sama chodziła. Ciekawym elementem scenografii były mini-pale z wbitymi nań czaszkami.
Stengah

Jak słuchałem tych francuskich djentowców w wersji studyjnej, ani razu nie dałem rady zmęczyć całej płyty. Na szczęście na żywo o wiele wyraźniej odczuwałem groove i pomimo kilku potknięć perkusisty spędziłem pod sceną cały show, bawiąc się całkiem nieźle.
Destroyer666

Australijska horda w ostatniej chwili zastąpiła w lineupie Godflesh, którzy odpadli z powodów logistycznych. Szczerze mnie ta podmianka ucieszyła, bo już od wielu lat zbierałem się, żeby zobaczyć ekipę K.K. Warsluta w akcji i ciągle mi coś wyskakiwało. A wielka szkoda, bo występ D666 to 100% metalu w metalu. Jest szatan, są galopady, chóralne zaśpiewy i trochę ekstremy. Gdy dodamy do tego mocno Lemmy’owską postać frontmana, otrzymujemy bardzo udany koncert.
Akhlys

Najlepsze wjechało na koniec. Mimo ścisku i duchoty pod Sabbath Stage (czyli w klubie Drizzly Grizzly), oraz utraconego przez zespół sprzętu, Amerykanie dostarczyli z nawiązką. Nawet w tak niesprzyjających warunkach byli w stanie utworzyć gęsty, hipnotyzujący klimat. Świdrujące riffy, przeszywające melodie i maski niczym z horrorów. Świetny występ.



o kuwa masz tatuaże !
PolubieniePolubienie
Ej, faktycznie!
PolubieniePolubienie
Skoro pokazujesz na widok publiczny to co pokazujesz liczyć się trzeba że padną pytania zainteresowanej gawiedzi ? osobiste pytania, rodem np. z pudelka…albo takie jak zdają 3 letnie dzieci
A co to jest ? a co to oznacza, czy ma to jakiś podtekst ? a czy nie żałujesz ? i czy będą kolejne ?
Wiec i ja zapytam – czy jest tam dzieło atramentowe powodowane namiętnością chwili, stwierdzeniem że na przykład to jest zespół/płyta najlepsza w życiu, utożsamiam się z nimi i oni są warci tego abym na mojej skórze nosił wizerunek do końca moich dni ?
PolubieniePolubienie
Nie mam potrzeby o tym pisać.
PolubieniePolubienie