Czwarta i ostatnia odsłona Mystic na terenie gdańskiej stoczni. Z jednej strony szkoda niepowtarzalnego i przytulnego na swój sposób miejsca. Z drugiej ograniczenia powierzchni są ewidentne, co uwypukliła świetna w tym roku frekwencja- pod mniejszymi scenami panował ścisk, a droga do Main Stage często się zapychała. Trochę strach pomyśleć, co by się działo w razie jakiegoś większego wypadku.
Podejrzewam, że w kwestii tej przeprowadzki swoje mogła też zrobić presja deweloperów, którzy w ostatnich latach wybudowali wieżowce na przyległych terenach, ale to tylko domysły. Tak czy owak, deweloperów jebać zawsze i wszędzie.
Frontside

Zespół z Sosnowca spokojnie można nazywać legendą polskiego ciężkiego grania. Trzydzieści trzy lata na scenie, dziesięć płyt – taki dorobek to nie w kij dmuchał. Tegoroczna płyta Nemesis zrobiła na mnie dobre wrażenie, więc postanowiłem sprawdzić, jak się panowie spiszą na żywo. Podobny pomysł miało wiele osób i pod Desert Stage zebrał się konkretny tłum. I chyba wszyscy dostali to, czego oczekiwali. Publiczność- całkiem ciężką i bujającą muzykę z pogranicza metal i death-core, a zespół- żywiołową reakcję. Mnie się całkiem podobało i nawet kupuję te czyste zaśpiewy w ostatnich dwóch piosenkach, choć dają mocno serem.
Damnation

Znowu legenda, tym razem wracająca po wielu latach niebytu. Zespół Lesa i Baala to razem z Dies Irae moja czołówka polskiego death metalu z lat dziewięćdziesiątych. Świetny, mroczny klimat, brak ostentacyjnych popisów instrumentalnych i dobre kompozycje. Moje nadzieje były więc całkiem spore i nie zostały zawiedzione. Udany występ, pełen ognia i pasji. Może podgłośniłbym gitary, ale i tak było dobrze. Chętnie posłuchałbym ich w jakimś klubie mniejszym od B90 i mam nadzieję, że wpadną niedługo do Krakowa.
H.Exe

Spod Sabbath Stage przenieśliśmy się tuż obok, na świeże powietrze pod the Void, gdzie zaczynali swój set wrocławianie w składzie wokal – gitara – klawisze – perkusja. Internet nazywa ich muzykę harsh electro, a dla mnie to taki industrial w stylu Rammsteina, ale z ryczanymi wokalami. Trochę tańca, trochę machania głową, ogólnie całkiem spoko, ale w domu raczej sobie nie puszczę.
Unleashed

Szwedzi grający szwedzki death metal. Brzmią jak Entombed z wpływami Amon Amarth. Napchane B90 pokazało, że mają swoich zagorzałych fanów. Dla mnie ich występ był rzetelny i nic poza tym.

Dodaj komentarz