Brutal Assault (dzień 3.) – Jaromer, Czechy – twierdza Józefów – 14.08.2010

 

Jak śpiewałartysta: „ten dzień przywitał nas ulewą”. Niestety, osoby zajmujące sięprodukcją namiotów dla sklepów Biedronka, nie dość, że pewnie nie słyszeli tegotekstu, to chyba w ogóle koncept deszczu był im obcy. Albo ja nie zauważyłemnapisu mówiącego, że mój namiot nadaje się wyłącznie do użytku wewnętrznego. Nibycena 40zł powinna dać mi do myślenia, ale wiecie jak jest, kiedy się kupuje naostatnią chwilę i po jak największej taniości. Jak by nie było, jakoś międzygodziną 2 a 3, zrobiło mi się mokro, i to w sposób, którego jeden pampers niezałatwi. Zebrawszy szybko swoje rzeczy na środku mojego ceratowego domku,obudziłem naszego kierowcę, śpiącego w namiocie obok, wziąłem od niego kluczykii popędziłem do samochodu, schować dobytek. Szczęśliwie, mimo, że kolega słuchamuzyki szatana, zachował się jak dobry chrześcijanin i udzielił schronienia wswoim namiocie, który był o wiele bardziej wytrzymały na humory natury. Dalszaczęść nocy upłynęła spokojnie.

Jeśli myśliciejednak że, po nocnych przebojach z deszczem, obraziłem się na wodę, jesteście wgrubym błędzie! Kiedy tylko padła po śniadaniu propozycja wyruszenia namiejscowy basen, gracko spakowałem się i już pędziłem w klapixach przez, zalanedla odmiany słońcem, miasteczko. Basen należał do gatunku odkrytych i znajdowałsię na osiedlu mieszkaniowym, pośród bloków z wielkiej płyty. Nie wpłynęło tojednak na frajdę płynącą z taplania się w czeskiej wodzie.

Czas na baseniemija szybko, więc ani się nie obejrzeliśmy, a trzeba było wracać do obozu,wtrząchnąć szybki posiłek i ruszyć na teren festiwalu, gdzie wybrzmiewałyostatnie numery zespołu


DIABLO SWING ORCHESTRA

Którego muzyka,niestety, nie bardzo różni się od twórczości Finów z Nightwish, toteż zamiastsię męczyć kopsnąłem się kupić piwko.


VOIVOD

KoncertAmerykanów był dla mnie pewną niewiadomą, acz podchodziłem doń z pozytywnymnastawieniem, gdyż jakkolwiek ich muzyki nigdy chyba nie słyszałem, to zróżnych wywiadów i opowieści doszło do mnie, że jest to bardzo zasłużona ekipa,która jak najbardziej daje radę. Pierwszy utwór był ok. Metalowe riffy, z takimtrochę wygładzonym brzmieniem i niezły wokalista sprawiały, że co prawda nieoszalałem z entuzjazmu, ale było to całkiem wporzo. Problem polegał na tym, żedokładnie tak brzmiał cały ich koncert- niby ok., ale zupełnie bez jakiegośpazura, pierdolnięcia. Ogólnie więc rozczarowanie.


TANKARD

O wielbiącychzłocisty napój Niemcach moi koledzy wypowiadali się niezbyt pozytywnie, jednakmimo to, postanowiłem dać im szanse, w końcu thrash metalowe hymny do zupychmielowej nie mogą być złe. No i nie były. Były przeciętne. Thrash sam w sobiejest dość ograniczonym podgatunkiem, jednak jest parę zespołów, które potrafiązagrać go z niszczącą świeżością (np. Lazarus AD) albo pokombinować i „uciekawić”(np. Nevermore). Tankard nie należy do żadnej z tych grup, więc po 2 identycznychpiosenkach poszedłem sobie.


DYING FETUS

Świetna nazwa ibardzo dobry koncert, przypominający mi ten w wykonaniu Obituary dwa dniwcześniej- tu też mieliśmy ciężki death metal z mocno zarysowanym groove’em,który po prostu wgniatał w ziemię. Muszę się w końcu zapoznać z ichdyskografią, bo to co pokazali na Brutalu, było nadzwyczaj dobre, w czymwydatny udział miał dźwiękowiec.


MESHUGGAH

Fanem Szwedówwielkim nie jestem, ale od czasu do czasu lubię sobie zapuścić Catch 33, bo w sumie przyjemniekombinują. W warunkach koncertowych jednak się dla mnie nie obronili. Jakzauważył jeden z moich towarzyszy: „Czego byś nie grał na ośmiu strunach, i takbędzie brzmiało jak nu metal”. No i tak właśnie było. Gitary na nu, wokalista wśredniej dyspozycji, jedynie pałker dość ciekawie wywijał. Ale w sumie zawód.


HYPOCRISY

Czyli kolejnywykonawca, o którym słyszałem, że jest dobry, ale z twórczością właściwą niemiałem okazji się zapoznać. I póki co ten stan nie ulegnie zmianie, gdyż był tonajgorzej nagłośniony koncert festiwalu. Ze sceny dobiegało tylko głośnebzyczenie i w zasadzie trudno było powiedzieć jaką muzykę zespół proponuje. Nonic, może następnym razem.


W tym momenciezrobiłem sobie przerwę na krótką drzemkę, gdyż chciałem być przytomny w czasiebardzo lansowanego Watain, a na dodatek zespoły grające w międzyczasie kołopyty mi latają. Szczęśliwie zdążyłem z powrotem jeszcze przed początkiemsztuki.


WATAIN

Czyli WielkaNadzieja Białych…, yyy, tzn Black Metalu. Jak znam życie, ortodoksi ich szybkoznielubią za klarowne brzmienie i melodie na płytach, jednak mi przypasowali.Szczególnie, że zagrali jeden z dwóch najlepszych (razem z Gojirą) koncertów naBrutal Assault AD 2010. Nawet strugi deszczu nie zepsuły tego świetnegowidowiska. Scena skąpana w czerwonym świetle, wszędzie porozstawianeświeczniki, do tego kilka trójzębów w ogniu i mini-ołtarz pod podwyższeniemperkusisty. Do tego płomienie buchające w powietrze podczas niektórych piosenek,a także ognio-pluj, który w czasie utworu ReapingDeath wszedł między publikę budząc niepokój służb porządkowych, któreszybko go zresztą usunęły. Sam zespół w pełnym rynsztunku i corpse paincieprezentował się również okazale, szczególnie wokalista E, który pomimo nikłejpostury fantastycznie dyrygował tłumem fanów i cały czas szalał na scenie. No inie zapominajmy o muzyce. Zagrali bardzo dobrze, brzmienie było wyjątkowo potężnei selektywne, nic więc dziwnego, że publiczność żywo reagowała na to co siędział na scenie. Świetny koncert na zakończenie bardzo udanego festiwalu. Tznpo Watain grał jeszcze Ahab, ale ja nie przepadam za Moby Dickiem, więc sobie odpuściłem.


Podróż powrotnaupłynęła w rytmie Ulicznego Rock n Rolla,zespołu Cycki i Krew i poza jednym momentem kiedy pracownik stacjibenzynowej w jakimś Lubinie czy gdzieś,  zapytał się nas: „Przepraszam, ale czy Wy niejesteście z jakiegoś słynnego zespołu?”, minęła bez większych atrakcji.

 

PS. Wielki soras,że relacja rozciągnęła mi się na prawie 3 miesiące, ale spore zawirowania wżyciu osobistym nie pozwoliły mi na regularną „pracę” nad Twoją Starą. Mam nadzieję,że teraz wszystko się poukładało już i będę mógł pisywać tutaj częściej,minimum raz na tydzień. Trzymajcie kciuki!

Ps2.foto zrobiłpan z http://pavolek.com

2 myśli na temat “Brutal Assault (dzień 3.) – Jaromer, Czechy – twierdza Józefów – 14.08.2010

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

Atropa Belladonna Von Coup

reader , writer , poet , person .

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: