1. Dekada XXI wieku – Twoja Stara

 

W mordę jeża! Układanietej listy było jednym z najtrudniejszych zadań przed jakimi miałem okazjęstanąć. Ale w końcu, po wielu, wielu tygodniach wewnętrznej walki i psuciasłuchu (a także przeprowadzek i poszukiwań mieszkania), oto jest. Z góryuprzedzam, to nie będzie najlepsze moje dzieło pod względem… „literackim”(hoho, wielkie słowo, jak na dziesięciolatkę!), i jeśli komuś przeszkadzanadużywanie słów typu: ‘potęga’, ‘ciarki’ i ‘miażdżyć’, to w zasadzie już terazmoże wydupcać gdzie indziej. Niezrażonych zapraszam do lektury. Na początek,parę płyt niemetalowych, a w jednym przypadku nawet nie rockowych, którepozwolę sobie Wam polecić, gdyż całkiem solidnie skopały mi dupsko w ostatnichlatach. Następnie, w porządku chronologicznym moje prywatne Top Ten.


Niemetale:

 

Anathema– A Fine Day to Exit (2001)

Najspokojniejsza, ale teżnajlepsza i najrówniejsza płyta smętnych Angoli. Nie dopchnęła się do głównejlisty, wyłącznie dlatego, że metalu w niej co kot napłakał, ale i tak polecam.

Hey – [sic!] (2001)

Poniżej znajduje sięrecenzja Następnej Blogującej, pod którą w sumie mogę się podpisać.

WhiteStripes – Elephant (2003)

Rasowy blues-rockczerpiący pełnymi garściami z lat 70-tych (Zeppelini, Sabbaci i reszta) i deltyMississipi, ale nie będący jedynie marną kopią (tak jak Wolfmother). Kapitalne12 piosenek w stylu retro.

OST-Sweeney Todd (2007)

Rewelacyjny musicalJohnny’m Deppem i Heleną Bohnam Carter (<3), opowiadający historiędemonicznego golibrody z Londynu, pośród mnóstwa innych zalet, ma wspaniałąścieżkę dźwiękową, na której wyżej wymieniona para, a także reszta obsadywyśpiewuje czarujące dźwięki, od których ciarki pędzą po plecach.

 

Listawłaściwa:

Lamb of God: wszystko od As the Palaces Burn – jestem fan boyem popularnej Owcy i sięz tym nie kryję. Powiem więcej, uważam, że LoG, jest następcą AC/DC i Slayera,czyli zespołów, których muzyka nie zmienia się rewolucyjnie z płyty na płytę,ale ewoluuje, trzymając ciągle wysoki poziom. W przypadku ekipy z Richmond jesttrochę inaczej w tym względzie, że zmiany są jak najbardziej słyszalne. As thePalaces Burn, ma prymitywne brzmienie spod igły Devina Townsenda i agresjęwściekłego pit bulla. Ashes of the Wake, trochę gładszy, ale niesamowicie równyalbum, bijący słuchacza po twarzy każdym z 12 kawałków. Sacrament, symbol „sprzedaniasię” w oczach niektórych. Najbardziej dopieszczone dźwiękowo dzieło, pomimosłabszych punktów, zawiera też niezaprzeczalne „killery” jak „Walk with me inhell”, czy też „Descending”. No i na końcu „Wrath”, będący swoistym miksemdwóch ostatnich płyt. Świetny produkcyjnie, równy, acz posiadający sporoperełek typu „Grace” czy „Reclamation”. Ogólnie, Lamb of God jest dla mnienajważniejszym zespołem ubiegłej dekady, zarówno jeśli chodzi o kształtowaniemojego gustu muzycznego, jak i moją własną twórczość. Świetna muzyka, momentamibardzo dobre teksty, no i ta potęga rzucająca słuchacza na kolana. A na żywo sąjeszcze lepsi.


Gojira: From Mars to Sirius (2005) – francuski potwór. Nowatorskie podejście dodeath metalu i industrialu, z całkiem niegłupimi tekstami. Do tego tak ciężkie,że pysio samo się cieszy.


Nevermore: This Godless Endeavour (2005) – najbardziej chyba niedoceniany zespół świata iich opus magnum. Tak jak napoprzednich krążkach, panowie z Seattle łączą różne style, od power, przezdeath po thrash metal z piorunującym efektem. Ale w zasadzie, czego można sięspodziewać po zespole w którym grają tacy fachowcy jak Warrel Dane i JeffLoomis? Na uwagę zasługuje również szarpiąca za żebra produkcja Andy’ego Sneapa(która miażdży jeszcze mocniej, jeśli porównamy Bezbożne Przedsięwzięcie zEnemies Reality, konkretniej jego pierwsze wydanie, ze strasznie skopanymbrzmieniem).


Heaven Shall Burn: Iconoclast (2008) – germańskie 3 grosze w kwestii metal core’a, zeszczególnym naciskiem na pierwiastek hard core’owy. Rzadko zdarza się, żebymnie zasypiał pod koniec płyty na której jest więcej niż 11 utworów, aleNiemiaszki nie odpuszczają od 1. do 14. kawałka. Żaden nie był pisany na odwal,podobnie z gniotącą produkcją. W sumie HSB na każdej płycie gra bardzo podobnąmuzykę, ale właśnie na Iconoclaście, dopracował swoją formułę do perfekcji.


Nachtmystium:Assassins: Black Meddle Pt.1. (2008) – Porywająca mieszanka black metalu, gatunków progresywnych i jazzu.Najbardziej podoba mi się w Asasynach, że nie da się ich słuchać wefragmentach. Ta płyta jest całością, która porywa słuchacza i nie chce puścićaż do ostatnich dźwięków trylogii Seasick. Przypomina to dobrą książkę, którejnie czyta się na wyrywki, z tym, że żadnej powieści nie czytałem tyle razy.

Alice In Chains: Black Gives Way to Blue (2009) – prawie doskonały powrót legendy grunge’u.Praktycznie nie słychać 12 lat przerwy, które minęły od nagrania poprzedniejpłyty. Znowu mamy do czynienia ze świetnymi, ciężkimi, melodyjnymi idepresyjnymi piosenkami z pogranicza hard rocka i metalu. Ciary od początku dokońca. Ta płyta dała też definitywną odpowiedź, kto był najważniejszą postaciąw Alicji.


Behemoth: Evangelion (2009) – w zasadzie mógłbym powtórzyć, to co napisaliJagoda i Jakub poniżej. Od siebie tylko dodam, że poza świetnymi kawałkami imiażdżącą produkcją bardzo podoba mi się tutaj równy poziom poszczególnychutworów, a także ich układ, który wpłynął na powalający „flow” całości,zwieńczonej przepotężnym „Lucyferem”.


The Red Chord: Fed Through the Teeth Machine(2009) – podobna sytuacja jak zNachtmystium, w sensie, że ta płyta jest całością, a nie zbiorem pojedynczychpiosenek, a także dowód, że nie każdy deathcore to gówno, o ile robiony zgłową. Jest więc powolnie i ciężko, ale z pomysłem. Do tego część tekstów GuyaKozowyka robi dobre wrażenie.

Steel Panther: Feel the Steel (2009) – to jest przykład płyty, która nigdy niezyskałaby popularności w tym smutnym jak pizda kraju. Weterani sceny hairmetalowej z USA powybierali najlepsze riffy z piosenek takich tuzów jak BonJovi, Extreme czy Poison, okrasili to produkcją na miarę naszych czasów ikretyńskimi, lecz ciągle zabawnymi tekstami o seksie, narkotykach i rock ‘n’rollu. A tak naprawdę to tylko o seksie. Efekt końcowy powala, jeśli ma się(niezbyt) wysublimowane poczucie humoru i dystans do ulubionej muzy. Ale Wy wtej chwili czytacie blog o nazwie Twoja Stara Gra Metal, więc nie ma się comartwić.

Deftones: Diamond Eyes (2010) – na razie trudno przewidzieć, jak zniesie próbęczasu, jednak póki co, słucham z wielką przyjemnością po kilka razy w tygodniu.Nie mam pojęcia jak tę muzykę sklasyfikować, wiem tylko, że każdy kawałek tutajjest świetny, niezależnie, czy jest to delikatna Sextape, ciężki jak walecnumer tytułowy, czy najbardziej agresywne Rocket Skates.

ps.jak zwykle w tego rodzaju zestawieniach zabrakło mnóstwo wydawnictw, które powinny się tu znaleźć, np. Monotheist Celtic Frost albo któraś z płyt Mastodona, ale jako, że sam męczyłem moich gości aby ograniczyli się do dziesiątki, postanowiłem tym razem być uczciwy. Na odwieczne pytanie: czemu te płyty a nie inne, odpowiadam- te lubię w tej chwili najbardziej i najczęściej do nich wracam. Za miesiąc ta lista pewnie wyglądałaby inaczej. Tak czy owak, zachęcam Was, drodzy czytelnicy do komentowania poszczególnych list, a także przedstawienie swoich ulubionych płyt z lat 2001-2010. Do następnego razu. Buziaxy!

 

 

 obrazek pochodzi ze strony: http://hookinmouth.net/

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: