Krótka Piłka 2016 cz. 5

Piłka meczowa: Schammasch: Triangle
Trzecie wydawnictwo Szwajcarów, w wersji fizycznej podawane na trzech krążkach (choć spokojnie wystarczyłyby 2- całość trwa 100 minut). Muzyka zawarta na Trójkącie mocno mi się kojarzy z dwiema polskimi płytami z roku ubiegłego- Ghost Chants Outre i Near Death Revelations Blaze of Perdition. Najogólniej mówiąc, grany jest tu awangardowy (acz nie ekstremalnie) black metal, z podniosłym nastrojem i nieoczywistymi strukturami utworów. Całość jest naprawdę dobra i przewyższa wyżej wspomniane rodzime pod względem kompozycyjnym (np. “Above the Stars of God” to jeden z najlepszych utworów ostatnich kilku lat), ale ja daję radę słuchać tylko na wyrywki, pojedynczymi płytami. Mimo, że muzyka na każdym krążku jest trochę inna – od agresji i chaosu na 1. cd, do apatycznego spokoju i beznadziei na ostatnim, to przesłuchanie Triangle od pierwszej do ostatniej nutki jest nie lada wyzwaniem. Które moim zdaniem warto podjąć.

Blood Ceremony: Lord of Misrule
Occult rockowcy, którzy przegięli z ładunkiem naftaliny. Całość brzmi nie tylko archaicznie, ale też dość rachitycznie. I jeszcze ten jebany flecik… Dałoby się to wszystko przeboleć, gdyby kompozycje kopały dupę. A te zamiast kopać, zanudzają na śmierć.

Dark Funeral: Where Shadows Forever Reign
Płyta idealnie nadająca się jako wprowadzenie do black metalu dla zupełnych laików: jest mrocznie i momentami brutalnie, ale brak tu jakiejś odpychającej ekstremy, czy to w sferze produkcji, czy piosenko-pisarstwa. Ot, dziewięć wpadających w ucho piosenek od podboju świata ręka w rękę z Rogatym. Osobiście, słuchało mi się tej płyty przyjemnie, ale nie sądzę bym za pół roku potrafił przypomnieć sobie więcej niż jeden (“Temple of Ahriman”) utwór.

Death Angel: The Evil Divide
Przystępny, wręcz piosenkowy thrash od weteranów gatunku. Niby nie przepadam za tym stylem, niby ocierają się o kicz w silnie inspirowanej Anthraxem balladce pt. “Lost”, ale jako soundtrack do jazdy na rowerze nadaje się bardzo dobrze. I ogólnie, jak chcecie posłuchać rzetelnych, szybkich, ale jednocześnie przebojowych piosenek, które nic w Waszym życiu nie zmienią, to możecie The Evil Divide obadać.

Ragehammer: The Hammer Doctrine
Gatunkowa mieszanka skrojona wprost pod metalowych ortodoksów: old schoolowy thrash z silnymi wpływami blacku i szwedzkiego DM spod znaku Entombed. Innymi słowy- 9 pędzących na złamanie karku numerów, okraszonych fajną, brudną, ale selektywną produkcją. Najlepsze wrażenie zrobiły na mnie numery z polskimi tekstami- “Wróg” i cover mniej znanego projektu Krzysztofa Klenczona z Czerwonych Gitar “Spotkanie z Diabłem”. W obu przypadkach rytm i melodyka polskiego języka sprawiają, że kawałki brzmią interesująco na tle anglojęzycznej części płyty, która trochę zlewa się w jednorodną porcję łupanki, tak, że około 6 numeru zaczyna się nudzić. Ogólnie jednak płyta niezła, robiąca smaka na występy Ragehammer na żywo i na ich kolejny krążek, gdzie, mam nadzieję, więcej będzie rodzimego narzecza.

Red Hot Chili Peppers: The Gateway
Kapitalna produkcja (ścieżki gitary są po prostu idealne!) i półtorej dobrej piosenki (“Dark Necessities” i częściowo “The Hunter”) – tak w skrócie wygląda nowe wydawnictwo RHCP. Większość utworów to takie śpiące misie, lekko bujające się w norkach. Niby przyjemne, niby mogą sobie lecieć w tle, ale w końcu człowiekowi też chce zdrzemnąć. Nuda!

Revocation: Great is Our Sin
Instrumentalne popisy, wstawki jazzowe, rytmiczne łamańce- to wszystko Revocation proponowali już na poprzednich płytach. I może gdybym ich nie słyszał wcześniej, dałbym się Great is Our Sin zauroczyć. A tak, przyjmuję to jako kolejny produkt z taśmy produkcyjnej, której zarządcy nie chcą wysilić się na jakiekolwiek zmiany. Żeby chociaż pisali jakieś wyjątkowo fajne, wpadające w ucho piosenki. A tu nic. Jak tu żyć?
Ps. Co do coveru Slayera (“Altar of Sacrifice”), to powiem tak- zespół thrashowy coverujący zespół thrashowy. No emocje jak na grzybach.

Stillborn: Testimonio de Bautismo
Półgodziny prawie nieustannego, deathmetalowego nakurwu. Dość szybko się kończy, ale jeszcze szybciej męczy. Przede wszystkim brakiem ciekawych kompozycji i zapadających w pamięć motywów. Do tego irytująca, zbyt przymulona produkcja.

Tombs: All Empires Fall
Rzetelny blaczek z rozmaitymi naleciałościami. Jest mrok, niezłe kompozycje i wpadające w ucho (ale w żadnym wypadku tanie!) melodie. Ogólnie epka spoko, ale do obsrywu daleko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: