Cytując wieszcza narodowego: „Ten dzień przywitał nas ulewą”. I ta ulewa trwała do nocy, w związku z czym postanowiliśmy z moją partnerką zrealizować plan minimum. Wyrzuty sumienia były spore, bo piątek na Mystiku miażdżył suty i przepadły nam m.in. Gatecreeper, Coroner i Eyehategod, ale doszliśmy wniosku, że jesteśmy starzy i lepiej się pooszczędzać niż przeziębić.
Death to All

Dla mnie Death bez Chucka to taki cosplay. Technicznie i brzmieniowo bez zarzutu, ale zabrakło jakiejś dzikości, uczucia w tym graniu. No nie poruszyło mnie.
Down

W końcu, po wielu latach czajenia się, trafiłem w końcu na najjaśniejszą gwiazdę z galaktyki NOLA. I mimo, że skupili się na pierwszej płycie (moją ulubioną jest Over the Under), to Down udowodnił, że czasem muzyczne dream teamy działają. Również na żywo. Mimo, że grali na głównej scenie przezd tysiącami przemoczonych fanów, miałem uczucie, że oglądam lokalny zespół w jakimś klubie w piwnicy. Totalny luz, świetny humor wszystkich muzyków, riffy ciężkie jak życie i przede wszystkim piosenki. Jakie oni mają zajebiste piosenki! I w jakiej dobrej formie i nastroju był Phil Anselmo! Rewelacja i wielka przyjemność.
Electric Wizard

I kiedy już byłem pewien, że konkurs na koncert wieczoru mamy rozstrzygnięty, wjechał on, cały na czarno. Miałem w życiu kilka podejść do Elektrycznego Czarodzieja, zwanego przez niektórych Wałęsą, ale zwykle odbijałem się od tych monumentalnych, powolnych form. Czy to za sprawą indoktrynacji ze strony partnerki, mniejszej ilości alkoholu, a większej marihuany w organizmie, coś w moim mózgu się przestawiło i ta muzyka nabrała sensu. Chociaż może sens to za duże słowo, bo to nie są żadne łamańce ani progresja, tylko pierwsze płyty Black Sabbath grane na 25% szybkości. Trudno o bardziej organiczne granie. Tak czy owak, tym razem weszło wszystko idealnie, a potęga powolnego riffu zawładnęła mą duszą.
Black Label Society

Na tym koncercie przekonałem się, że brodaty gitarzysta, którego jakiś czas temu szczerze wielbiłem, stał mi się obojętny. Obiektywnie koncert stał na wysokim poziomie: Zakk i ekipa odegrali swoje hity, produkcję w postaci oświetlenia i efektów specjalnych dopasowano do głównej sceny i ogólnie wszystko niby się zgadzało, ale taka muzyka już mnie nie kręci. Może gdybym parę lat temu zamiast roweru kupił motocykl, sprawa wyglądałaby inaczej. Dlaczego BLS zamykało Main Stage zamiast Down albo Electric Wizard, pozostanie dla mnie tajemnicą.

Dodaj komentarz