Krótka Piłka 2017 cz. 5

Black Dahlia Murder, The: Nightbringers
Pisanie o płytach takich zespołów jak TBDM jest jedną z najmniej wdzięcznych rzeczy na świecie. Stylistycznie, każdy ich krążek jest bardzo zbliżony do poprzedniego- pędzący na złamanie karku death metal z mnóstwem melodii i fajnymi solówkami, okraszony popisami wokalnymi Trevora Strnada, który potrafi i ryknąć i zakwiczeć. Wszystko rozchodzi się o egzekucję. A ta, muszę przyznać z radością, jest tutaj na najwyższym poziomie od czasów Nocturnal sprzed 10 lat. Numery są fajnie napisane, odpowiednio zróżnicowane i każdy z nich kopie dupsko. Co również ważne, jest ich tylko 9 na płycie, łącznie 33 minuty porywającej muzyki. Nie ma opcji, żeby słuchacz nie odczuwał po czymś takim niedosytu, wręcz zmuszającym do ponownego wciśnięcia przycisku Play.

Circa Survive: The Amulet
Tak się zastanawiałem, po chuj ja wracam do tego Circa Survive przy każdej kolejnej premierze? Chłopaki nagrali 2 piosenki absolutnie nie do wyjebania (“Wish Resign” i “Difference Between…”), ale reszta to taki przeciętny indie roczek. Nie wkurwia, nie porywa, ot plumka sobie w tle. No i wtedy Anthony Green zaczął śpiewać. Dobry borze tucholski, jak on cudownie śpiewa. Tak więc, o ile nie jesteście psycho-fanami Antka, spokojnie możecie sobie The Amulet odpuścić. W przeciwnym wypadku pewnie i tak już znacie tę płytę.

Krimh: Gedankenkarussell
Rzetelnie zagrany (przez Krimha) i zaśpiewany (przez różnych polskich i zagranicznych wokalistów, m.in. Patryka Zwolińskiego, Rastę i Wielebną) nowoczesny metal. Stylistycznie mamy tu trochę Meshuggah, trochę nowego Decap i trochę przebojowego amerykańskiego mainstreamu. Wszystko to zgrabnie poukładane we wpadające w ucho piosenki, które co prawda nie przyzywają diabła ani nie kruszą murów, ale jako soundtrack do jazdy na rowerze czy pracy biurowej nadają się doskonale.

Loathfinder: The Great Tired Ones
Krakowianie nie wymyślają niczego nowego- wszystkie te stonerowe i doomowe riffy zostały już nagrane. Mało kto łączył je jednak w tak sprawny sposób. Cała epka płynie spacerowym tempem po rzece szlamu, a słuchacz chce “jeszcze i jeszcze, więcej i więcej” jak śpiewał poeta. Przy okazji, zwracam uwagę na cudownie obleśną produkcję i brzmienie basu. Piękna sprawa.

Mastodon: Cold Dark Place
Nawet będąc wielkim fanem kwartetu z Atlanty, muszę napisać, że panowie nie umieją w EPki. Lifesblood jeszcze jakoś się broni, ale umówmy się, jest to raczej zwiastun tego co ma nadejść na Remission, aniżeli zestaw wyjątkowo dobrych, czy nawet solidnych utworów. O mini-soundtracku do filmu Jonah Hex nie chcę nawet zaczynać, bo był to wyjątkowo nudny klocek. Niestety CDP nie zatrzymuje tej tendencji. Każda piosenka brzmi tu jak balladka wycięta z trzech ostatnich długograjów Mastodona. Senny klimat, ładne melodie i mnóstwo warstw instrumentów- jakiś tam urok mają. I sądzę, że na regularnej płycie, pomiędzy żywszymi kawałkami, te tutaj spisywałyby się naprawdę nieźle, szczególnie “Blue Walsh” i “Toe to Toes”. Ale wszystkie razem stłoczone ze sobą męczą mimo, że jest ich tylko cztery.

Satyricon: Deep Calleth Upon Deep
Nie zrażony porażką, którą był wydany 4 lata temu Satyricon, norweski duet nie zbacza z drogi  prowadzącej w kierunku bardziej bujających, rockowych lądów, zakorzenionych jednak w tradycji norweskiego blacku. Dokonuje na szczęście korekty kursu, omija mielizny i dopływa do celu, którym jest całkiem udana płyta, moim zdaniem najlepsza od przynajmniej 10 lat. Piosenki są ciekawe, mieszając w sobie zarówno przystępne, jak i ekstremalne motywy, podkreślone niesamowitym bębnieniem Frosta. Zwróćcie też uwagę na atmosferę dostojnego smutku, przeszywająca całe wydawnictwo. W świetle sytuacji zdrowotnej Satyra, brzmi to jak pożegnanie ze światem, nie na klęczkach, czy w obsranym łóżku, ale w pozycji stojącej, przekazując pochodnię „braciom w ciemności”. Polecam!

Soen: Lykaia
Patetyczny prog na wrażliwego metalowca. Innymi słowy- takie gorsze Riverside. Odpadłem przy drugiej piosence i ogólnie gardzę w chuj.

Tombs: The Grand Annihilation
Tombs to taki wiecznie obiecujący zawodnik black metalu. Od początku kariery pokazywał przebłyski wielkiego talentu, jego niektóre zagrywki wprawiały fanów i media w osłupienie, ale pełnego dobrego i równego sezonu (tj. płyty) nigdy nie zagrał. Gdyby był debiutantem, można by ten brak konsekwencji wybaczyć. Ale jest to już czwarte duże wydawnictwo Amerykanów i po raz kolejny na pojedynczych błyskach talentu (np. “November Wolves” czy “Way of the Storm”) się kończy. Dodatkowo, zbyt wyraźne są tu wpływy black-roczka od Satyricon i chwytliwości typowej dla Blake’a Judda z Nachtmystium. Ogólnie więc, mamy tu pojedyncze zabójstwa, ale do obiecanej w tytule wielkiej anihilacji daleko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: