Top 10 płyt lat 2010tych.

Sporządzenie tej listy było kurewsko trudnym zadaniem. Wiadomo, kilka pewniaczków wpadło od razu, ale zamknąć 10 lat w tylko tylu albumach? Masakra. Kolejność alfabetyczna, ale jeśli musiałbym wybrać taki top-topów to byłby przyznany ex aequo Cobalt i Deftonesom.

a1459108403_10

Cobalt: Slow Forever (2016)

Jeden z nielicznych przypadków w historii, kiedy dwupłytowy album daje radę jako całość. I w tym przypadku, “daje radę” to eufemizm, bo Slow Forever to przeokrutna dzicz, w najlepszym rozumieniu tego słowa. Stoner, sludge, black metal i trochę motywów wziętych od Toola, a do tego niezłe teksty i ten specyficzny klimat, zaczerpnięty z twórczości Cormaca McCarthy’ego. 84 minuty post-apokalipsy i amerykańskiego Południa. Mistrzostwo.

dz03nta_src_84975-code_orange

Code Orange: Forever (2017)

Jedna z najodważniejszych płyt ostatnich lat. Każdy znajdzie powód, żeby narzekać. Kogoś odrzucą rwane, brutalne numery hardcore’owe; inni wzgardzą super melodyjnym “Bleeding in the Blur”. Twardogłowi hardcore’owcy i metaluchy będą pomstować na sample, fani industrialu na ich małą ilość. Ja wciągam cały ten chaos bez popitki i mam nadzieję, że kiedyś doczekam się godnej kontynuacji.

a0600254038_10

Cult of Luna: Vertikal (2013)

Jeszcze nie słyszałem tegorocznego krążka Szwedów, ale trudno będzie mu przebić Vertikal. Fantastyczna aura tej płyty, przywodzący na myśl wielkie metropolie przykryte kłębami smogu, w połączeniu z bezbłędnym flow i świetnymi poszczególnymi kompozycjami, sprawiają, że niezależnie od przyszłych losów i wydawnictw grupy, na zawsze pozostanie ona w moim sercu. Choć wielki szał na stoner i sludge najwyraźniej należy już do przeszłości, to ten album ciągle broni się wyśmienicie.

71vizsgycl._ss500_

Deftones: Diamond Eyes (2010)

Najlepsza, obok White Pony, płyta mojego ulubionego zespołu. Ciężkie groove’y podane na zmianę z delikatnymi jak mgła przejściami. No i jeszcze głos i teksty Chino Moreno. Kocham na zabój na zawsze.

r-7638525-1524860575-6286.jpeg

In Twilight’s Embrace: The Grim Muse (2015)

Poznaniacy właśnie zakończyli swoją największą trasę u boku Behemoth, podczas której promowali świetnie przyjętą epkę pt. Lawa. Ja jednak chciałbym cofnąć się o 4 lata i przypomnieć czasy, kiedy black metal był jedynie jedną z części składowych ich twórczości, a o samym zespole mówiło się w kontekście następców At the Gates, a nie Furii. The Grim Muse bowiem to przede wszystkim death metal z okolic Goteborga. Jest szybko, ale też ciężko i melodyjnie. No i te utwory- nie tylko świetnie napisane, ale i zróżnicowane. Kapitalne wydawnictwo, jedno z najlepszych jakie urodziła nasza scena, i to nie tylko w tej dekadzie.

kvelertak-same_aeba55d1-3cbc-40cf-8d59-e26aad9afefc_large

Kvelertak: Kvelertak (2010)

Pan Maleńczuk śpiewał kiedyś: „moja głowa to bomba, a pięść to petarda”. I taki jest właśnie debiut Norwegów. Ich mieszanka hardcore’a, blacku i hard rocka, to iście wybuchowe połączenie, niezawodnie poprawiające nastrój i podnoszące ciśnienie. Szkoda, że ich kolejne wydawnictwa są zdecydowanie słabsze.

a3153393733_10

Oathbreaker: Rheia (2016)

Mimo, że słyszałem Rheię już wiele razy, ciągle mnie ta muzyka przeczołguje emocjonalnie. Ładunek rozpaczy i niezgody na swój los jaki się wylewa z tych dźwięków, jest obezwładniający. Właśnie o taką sztukę nic nie robiłem.

a3318108490_5

Power Trip: Nightmare Logic (2017)

Często na tych łamach psioczyłem na młode zespoły grające tradycyjny thrash metal, a tu proszę, podsumowanie dekady i wrzucam dokładnie taką grupę. Istnieje jednak różnica pomiędzy dziesiątkami innych bandów i Powertrip- ci ostatni grają metal z takim ogniem, że chyba każdemu słuchaczowi spadają kapcie. Czy to na żywo, czy z płyty, człowiek zaciesza się, a potem jest zdziwiony, że to już koniec. Muzyka przez którą chce się jeździć za szybko i bić za mocno.

triptykon-melana-chasmata

Triptykon: Melana Chasmata (2014)

Płyta prawie tak doskonała jak pomnikowy Monotheist. Ciężar, zniechęcenie i smutek zamknięte w dźwiękach. A „Boleskin House” to jest kurwa Olimp piosenkopisarstwa.

61kbnfdjdhl._sy355_

Watain: Lawless Darkness

Brud, chamstwo i melodie- wszystko wymieszane w idealnych proporcjach i podane w formie 10 wspaniałych black metalowych utworów. Spóźniłem się na drugą falę Norweskiego BM, ale to wydawnictwo Erika i jego wesołej gromadki zabiera mnie w podróż w podobne miejsca- zapuszczone piwnice, stare cmentarze i zimowe lasy. Płyta jest tak dobra, że prawie zapominam o farmazonach jakie plecie wokalista w wywiadach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

DRAGONFLY EFFECT

Photoblog macro nature music wild slow life art green eco /natura muzyka drzewa ptaki i robaki/ trees birds and insects

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

HEAVY METAL OVERLOAD

R.I.P. Timi Hansen

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: