
Piłka meczowa:
Immolation: Descent
Jest jakieś piękno w nieustępliwie przytłaczającym death metalu zawartym na tej płycie. Te potężne riffy, dobre kompozycje i świetna produkcja mielą słuchacza, a ten wraca po więcej. Mimo, że tradycyjny DM to nie jest mój ulubiony gatunek, to tutaj nie mam wyjścia- kłaniam się i zdejmuję czapkę, bo Descent nie pozwala na nic innego.
Belzebong: The End is High
Ciężki instrumentalny doom/stoner. Całkiem rzetelnie zrobione, ale słuchanie 35-minutowej jam session nie podnieca szczególnie.
Corrosion of Conformity: Good God / Baad Man
Nijaki stoner/hard rock. Tak się ciągnie, że byłem przekonany, że to wydawnictwo dwupłytowe.
Ps. Właśnie sprawdziłem i to jest wydawnictwo dupłytowe. Ale trwa niecałe 67 minut. Gdzie tu sens?
Foo Fighters: Your Favorite Toy
Wydaje się, że pod wpływem ostatnich słabych albumów, Dave spróbował zreplikować fantastyczny Wasting Light z 2011. I o ile pod względem brzmienia się w miarę udało, bo jest brudno i organicznie, to kompozycyjnie YFT kompletnie leży. Tu nie chodzi, że te piosenki nie porywają. One wylatują z głowy wraz z ostatnią nutą. Przesłuchałem całość kilkukrotnie i pamiętam może 3 motywy. Jak na rocka opartego na chwytliwych hitach to przecież niedopuszczalne.
Frozen Soul: No Place of Warmth
Nowoczesny death metal z Texasu. Proste, bujające piosenki, bez żadnych ambicji do bycia wielką sztuką. Pewnie nie będę pamiętał o tej płycie za pół roku, ale jak leci to jest spoko.
Melvins, Napalm Death: Savage Imperial Death March
Wspólna płyta gigantów undergroundu. Niestety, brzmi bardziej jak nagranie jakiegoś jamu niż przemyślana płyta. Podoba mi się szalony, lekko niepokojący vibe, ale to w zasadzie tyle.
Misere Luminis: Sidera
Francuski progresywny post metal. Dużo mieszają melodii i spokoju z darciem mordy i blastami. Znajdą się tu ciekawe momenty, ale całość jest taka rozdmuchana i pretensjonalna w swoim artyźmie, że zaczyna męczyć już pod koniec pierwszego utworu.
Teratoma: Longing Voracity
Bardzo spoko grooviasty death metal z Berlina. Nie ma tu melodyjek, ani czystych wokali, ale niektóre riffy wkręcają się w ucho jak wiertło udarowe. Numery mogłyby być bardziej zróżnicowane, ale dla fanów Obituary obowiązkowa pozycja!
Weedpecker: V
Psychodeliczny stoner, który brzmi jak letnie popołudnie na plaży nad jeziorem. Przyjemnie, spokojnie, ale kto wie, czy za krzakami nie czai się coś złowrogiego?
Ps. na bębnach gra tutaj Zbigniew Promiński, znany tu i ówdzie jako Inferno. Nigdy bym nie poznał.
ZERRE: Rotting on a Golden Throne
Thrash metal / crossover z Niemiec. Pośród licznych pretendentów do miejsca Power Trip jako zbawców thrashu, ten kwintet z Würzburga prezentuje się nadzwyczaj solidnie. Chociaż próżno szukać tu choćby cienia oryginalności, Zerre nakurwiają metal z takim ogniem, że człowiek zaczyna rozglądać się za kataną i białymi adidasami, i nawet te najbardziej przerzedzone czupryny ruszają do intensywnego headbangingu. Szkoda tylko, że piosenki nie różnią się zbytnio od siebie.

Dodaj komentarz