Cyberpunk 2077

Wielki zawód. Możliwe, że największy jeśli chodzi o gry od kiedy pamiętam (Wolverine’a jeszcze nie sprawdzałem i chyba tak pozostanie). Spodziewałem się oceanu, dostałem staw. Albo mniej poetycko: oczekiwałem Deus Exa o rozmachu i poziomie writingu Wiedźmina 3; a otrzymałem Far Cry w cyberpunkowym makijażu ze słabym gunplayem .

Myślę, że zawiniła ambicja twórców, bo najlepszym fragmentem gry jest jej DLC „Phantom Liberty”. Przestrzeń ograniczona do jednej dzielnicy (z pojedynczymi wypadami do Night City), zwięzły wątek główny i ciekawe questy poboczne. Do tego klimat nawiązujący do kinematografii szpiegowskiej. Dobra zabawa.

Podstawka niestety została rozwleczona do granic możliwości. Nigh City jest wielkie. Wielkie i martwe. O ile nie wykonujemy jakiegoś zadania, nic tam się nie dzieje. Nie licząc typa z problemami, że tak powiem, intymnymi, nie ma ciekawych zdarzeń, ani spotkań, które zapamiętamy do końca życia jak np. w Red Dead Redemption, serii Fallout i wielu innych. Kiedy kolejny patch wprowadził autopilot, który automatycznie sterował samochodem V, zamiast jeździć samemu, wciskałem klawisz G i wychodziłem z pokoju, bo wiedziałem, że po drodze nie spotka mnie nic ciekawego. Kurde, są gry tak ładne i z ciekawymi światami, że nawet nie musi się nic dziać, ale ja i tak lubię przebywać w tych alternatywnych rzeczywistościach, jak np. w Ghost of Tsushima albo Horizon Zero Dawn.

Podobnie jest z zadaniami. Wg. mojego dziennika w grze, wykonałem 133 misje, z czego fajne było może 30. Te składające się na główną fabułę są w większości dobre, niektóre poboczne (te zaznaczone na żółto) też, np. świetna była historia małżeństwa Peralez. Ale poza tym straszna bieda. Najgorzej wypadły kontrakty, których jest ponad 100. Myślę, że zrobiłem ich połowę i miałem dość, bo prezentują poziom stereotypowych questów z gier Ubi: idź + zabij kogoś/wyprowadź kogoś z budynku/wejdź do budynku i zhackuj coś. Nudy na pudy. Powodem tego stanu rzeczy jest mizerny writing, przez który rozumiem zarówno scenariusz, dialogi i wszystkie teksty w grze. Cała zawartość wydaje mi się bardzo powierzchowna i nieciekawa.

Szczególnie postacie. Kiedy jednym z głównych bohaterów jest zmartwychwstały rockman-terrorysta, a jedyne co przychodzi graczowi na myśl po spędzeniu ponad stu godzin z tym bohaterem to: „lekko pretensjonalny buc”; to wydaje mi się, że coś poszło bardzo nie tak. Żywych członków zespołu Samurai nawet nie chcę wspominać. W sumie to nawet nie potrafię, bo poza wkurwiającym Kerrym (hehe) nie jestem w stanie sobie nikogo przypomnieć. To samo można powiedzieć o większości bohaterów w tej grze. Miałem ich historie totalnie w dupie. A co za tym idzie, również ich przygody i związane z nimi questy. Pewnie, zdarzyło się kilka wyjątków, jak Ward, Panam, wspomniani państwo Peralez, czy ekipa z Phantom Liberty, ale cała reszta jest totalnie nijaka, na czele z Jackie’em, którego moja postać miała kochać jak brata. Jest jeszcze V. W wersji męsko-angielskiej w którą grałem, wyszedł z niego krawędziowy buc i to niezależnie od wybieranych opcji, więc możliwe, że to wina aktora. Tak więc postać w którą się wcielałem, również mnie do siebie nie przekonała.

Ale sam writing to nie wszystko. Są gry z fabułą cienką jak bibuła, w które gra się fantastycznie, np. Doom z 2016. To nie jest przypadek CP 2077. Tu wszystko można opisać przymiotnikiem „poprawne”. Skradanie, strzelanie, jazda itd. Bez większych bugów (grałem w wersję Ultimate, po wyjściu Phantom Liberty, więc dawno po naprawieniu większości bugów), ale nic nadzwyczajnego. Mnie najbardziej irytował gunplay, szczególnie gdy łączyłem ją ze skradaniem. Dopiero w dodatku pojawiła się broń, która działała jak cichy zabójca, dzięki czemu mogłem przechodzić misje na totalnym stealthie, działając na pół-dystansie. Co jest oczywistością w większości gier ze skradaniem, do chuja wafla! Zwykłe strzelanie też mocno średnie, bo go nie czuć. Na dodatek nie przepadam za rozwiązaniem RPG-owym jeśli chodzi o wyliczanie obrażeń. Hackowanie było w miarę ok, szczególnie jak nauczyłem się zmuszać przeciwników do samobójstw. Jednakże bez obesrania.

W zasadzie tylko do oprawy nie mogę się przyczepić. Świetna muzyka (stacja metalowa Ritual FM z piosenkami m.in. Converge i Tomb Mold bdb), spoko dźwięk. Grafika dobra, ale mało charakterystyczna.

Ogólnie więc, Cyberpunk jest przeciętną grą, bo próbował oferować graczom wszystko i każdy aspekt tego wszystkiego wyszedł przeciętnie. Jeśli już zagracie, to olewajcie kontrakty i róbcie questy zaznaczone na żółto- satysfakcja będzie o wiele wyższa.

Ps. W międzyczasie zdążyłem przegrać piętnaście godzin w Blood of the Dawnwalker i mimo, że produkcja wygląda jak DLC do trzeciego Wiedźmina, gra się wyśmienicie. Chyba po prostu większość osób odpowiedzialnych za writing W3 przeszło do Rebel Wolves, bo Krew Świtołaza wciąga od prologu.

ps. 2. Grałem jako nomada z nastawieniem na walkę bronią palną. Wg. GOG mam na liczniku 147 godzin.

Dodaj komentarz

Witryna internetowa zasilana przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑