It Might Get Loud

 

Fajny film dzisiaj widziałem. O gitarach był. Tu macie trailer. Przede wszystkim niespodzianką było dla mnie, że ktoś sprowadził ten obraz legalnie do Polski. Następnie zdziwiła dość pokaźna frekwencja w kinie i pełen przekrój- od starych, wyleniałych rockmanów, przez taką trochę „alternatywną” młodzież, aż po całe rodziny (serio!). I co najbardziej chyba zaskakujące, może dwie osoby nie doczekały do końca napisów, podczas, których główni bohaterowie filmu grali razem piosenkę. Prawie cała sala siedziała i kontemplowała muzykę. Bardzo fajnie.

Trudno mi w sumie ocenić sam film- kiedy jako ścieżkę dźwiękową w jednej czwartej stanowi twórczość Led Zeppelin, reszta idzie na plan dalszy (pozostałe ćwiartki: U2, White Stripes i mieszanka rzeczy, które miały wpływ na bohaterów). Ale spróbujmy. Fabuły jako takiej nie ma, ale film można podzielić na dwie, zmieszane ze sobą części- jedna to sceny z poszczególnymi muzykami, opowiadającymi o swych początkach, metodach pracy, muzyce, która ich kształtowała itp.; a druga to sceny z tzw The Summit (Szczytu), podczas którego nasza trójka siedzi razem, gada i jammuje. Tu też się kryje największa wada tego dzieła- panuje w nim straszny bałagan. Poszczególne sceny nie są zbyt ze sobą powiązane, np. The Edge pokazuje jak gra Elevation, przeskakujemy do ujęcia, w którym Jimmy Page opowiada jak John Bonham nagrywał bębny do When the Levee Breaks, a następnie Jack White opisuje swój pokój. Poza tym, niektóre fragmenty były po prostu nudne, szczególnie jak The Edge opisywał dążenie do prostoty (chyba) na przykładzie szkółki leśnej.

A co mi się podobało? Sam temat, oczywiście. Gitara w rękach diametralnie różnych ludzi, ich odmienne podejście do tworzenia i po prostu miłość do muzyki. W ogóle wybór gitarzystów wydaje mi się jak najbardziej trafiony. Różne epoki, style i inne, fajnie ze sobą kontrastują. Poza tym, w filmie są MOMENTY, np jak w pierwszej scenie White konstruuje prymitywny instrument, a chwilę później morze ludzi skaczących na koncercie U2. No i jest też absolutnie magiczna scena, o której pisali wszyscy recenzenci, więc napiszę i ja, czyli kiedy Page gra Whole Lotta Love. Jest w tym potęga, dla której warto było ruszyć dupsko z chaty.

Pozostaje teraz dość istotna kwestia, komu polecić Będzie głośno. Na pewno gitarzystom i fanom poszczególnych muzyków. Reszta może się trochę nudzić.

Na koniec, alternatywny plakat:

Dodaj komentarz

Witryna internetowa zasilana przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑