Brutal Assault 2016, dzień 2. – Twierdza Józefów, Jaromer, Czechy – 11.08.2016.

Gojira na Brutal Assault 2016Dzisiaj już nie będzie marudzenia (nie licząc konstruktywnej krytyki wykonawców, rzecz jasna!), tylko sama muzyka. Jadziem!

Plini:
Czyli progresywny projekt Australijczyka grającego również w Intervals (o których za chwilę). Takie spokojne plumkanie bez wokali, niby zupełnie nie pasujące do reszty wykonawców na festiwalu, ale słuchało się całkiem przyjemnie.

Antigama:
Studyjne nagrania warszawiaków w ogóle mi nie podchodzą- reprezentują poziom sieki niedostępny dla mnie. Jednak na żywo ich show jest prawdziwie hiponotyzujący. Spora w tym zasługa szalonego frontmana, który z uczesania przypomina uczestnika jakiegoś Punky-Reggae Festival, ale wewnętrznym piekłem mógłby obdzielić kilka deathowych ekip.

Obscura:
Jak już kiedyś wspominałem, Niemcy ci są jednym z nielicznych zespołów grających techniczny death metal, którego da się słuchać. Poza radosną (ale nie za bardzo, w końcu to metal) masturbacją z wykorzystaniem instrumentów, mają też całkiem przyzwoite kompozycje, momentami przesadnie pompatyczne, ale ogólnie dające radę. Podobnie z samym występem- rock ‘n’ rolla w tym nie było, ale czuć było ze sceny pasję i oglądało się przyjemnie. Aczkolwiek muszę tu wspomnieć postać gitarzysty prowadzącego, którego zachowanie było dość groteskowe. Przez 90% czasu każdej piosenki, praktycznie znikał, beznamiętnie odgrywając kolejne riffy. Kiedy przychodziła pora solówki, jakby ktoś go dopiero włączał- dalej stał nieruchomo, za to jego prawa ręka rozpędzała się do prędkości świetlnych, produkując karkołomne arpeggia. Jak taki robocik do metalu.

Animals As Leaders:
A przecież techniczną muzykę można grać na względnym luzie, co pokazał tercet z Waszyngtonu. Podobnie jak Plini, ich występ znacząco odbiegał nastrojem od reszty- był relatywnie spokojny, a nawet subtelny. Jednak dzięki naprawdę dobrym intrumentalnym kompozycjom i charyźmie lidera, Tosina Abasiego, szybko zjednali sobie Brutalową publikę, w tym mnie.

Intervals:
Czyli de facto ta sama ekipa z Antypodów co w Plini. W tym jednak przypadku muzyka płynąca ze sceny miała zdecydowanie bardziej metalowy, czy może raczej djentowy, charakter. Mimo, że na ogół nie słucham takich rzeczy, to koncert zagrany został z wielką pasją i bez trudów dotrwałem do jego zakończenia.

Ihsahn:
W przypadku tego brodatego Norwega, mam odwrotnie jak z Antigamą- w zaciszu własnego pokoju lubię bardzo, ze sceny zanudza mnie na śmierć. Może w wydaniu klubowym te dość awangardowe dźwięki wchodziłyby lepiej, jednak na głównej scenie BA nie robiły dobrego wrażenia. Podobnie jak zespół towarzyszący głównemu bohaterowi, który wyglądał jak grupka siostrzeńców zabranych przez wuja na scenę, żeby zobaczyli jak się gra metale. Żeby nie było nieporozumień- każdy z nich grał zawodowo, jednak kontrast między nimi a Ihsahnem, i w sumie samą muzyką, zbytnio mnie raził.

Tesseract:
Melodyjne djenty z Anglii. Ich debiut naprawdę dobrze mi robił, jednak kolejne wydawnictwa były już zbyt płaczliwe i nudne. I to samo muszę powiedzieć o ich występie, a przynajmniej te kilkanaście minut, które widziałem. Słabe w chuj.

Exodus:
Tutaj muszę użyć popularnego zwrotu: „nie rozumiem fenomenu tego zespołu”. Poza spoko krążkami z lat 2004-2005, czyli Tempo of the Damned i Shovel-Headed Kill Machine, ich kompozycje to dla mnie zlepki solidnych, ale dość przypadkowych riffów, które jednym uchem wpadają, drugim wypadają. I tak było na tym koncercie- z głośników bombardowały nas kolejne partie i każda z nich była przynajmniej spoko, ale nic z nich nie wynikało i po jakimś czasie zrobiło się to wszystko nudne. Najlepszym momentem było odegranie „Blacklist” z TotD- jedna z najlepszych kompozycji kalifornijczyków na żywo broni się świetnie. Ale reszta była po prostu monotonna, i gdyby nie to, że czekałem na Gojirę pod sceną obok, dałbym sobie spokój po 2-3 numerach.

Gojira:
Byli jednym z głównych powodów, dla których jechałem do Czech, więc poprzeczka moich oczekiwanń wisiała wysoko. Ale tak jak Mastodon dzień wcześniej, tak bracia Duplantier i spółka przeskoczyli ją jakby od niechcenia. Piosenki z fajoskiej Magmy na żywo dostają dodatkowych rumieńców- przy „Stranded” odleciałem zupełnie. A reszta to Gojirowe klasyczki, że wspomnę „Oroborus”, czy kultowy „Backbone”, które wielokrotnie potwierdziły swoją skuteczność koncertową. Kocham, lubię, szanuję i nie mogę doczekać się następnego razu.

2 myśli na temat “Brutal Assault 2016, dzień 2. – Twierdza Józefów, Jaromer, Czechy – 11.08.2016.

Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: