Cannibal Corpse – U Bazyla, Poznań – 06.08.2018.

Zacznę od historyjki z podróży na koncert.

Na rondzie Śródka wsiadam do tramwaju nr 4, średnio zapełnionego. Zaraz po mnie, tuż przed odjazdem, wbija para czerwonych od Słońca i alkoholu typów. Niższy, łysy, w kształcie piłki i wyższy, z telefonem w dłoni. Po chwili Pan Piłka odkręca niesiony w potężnej łapie słoik śledzi w oleju i rozpoczyna konsumpcję. Bez ceregieli, chwyta fragmenty ryby w palce i ładuje je sobie do ust. Posiłek przerywają słowa zachwytu: “Mmm… Pyszne! Polski przysmak!”. Po chwili jednak słoik zawiera już tylko powietrze, co wprowadza biesiadnika w nastrój agresywno-nihilistyczny. “Kurwa, jak tu spadną bomby, to Wy wszyscy, kurwa, nic nie zrobicie, tylko, kurwa, umrzecie! Zjedlibyście szczura? Gówno! A ja bym zjadł!”. Jego kompan wyciąga telefon i zaczyna nagrywać tę przemowę. “Ty, kurwa, weź mnie nie nagrywaj…” oponuje główny aktor tego spektaklu, by po chwili skupić się na pozostałych pasażerach. “A ta, siedzi na tej piździe i kurwa nic! Nic kurwa!”. Jako że stałem nieopodal, również i ja doczekałem się swojej kolejki: “A ten kurwa, założył se słuchawki i co, kurwa? Jak bomby spadną to nawet, kurwa, nie zauważy, kurwa!”. I tak trwało to, aż do Mostu Teatralnego, gdzie poznański Nostradamus wysiadł, żegnając się tymi oto słowami: „I jak te, kurwa, bomby spadną, to oni wszyscy zginą! Zginą, kurwa, jak… jak… jak pies Pluto, kurwa!”.

Ragehammer:

20180806_184531

Krakowianie dość długo się rozkręcali, ale przy 3-4 numerze wszystko już ładnie żarło. Ich tradycyjny thrash jest trochę monotonny, ale mimo to, Tymek i spółka potrafią wykrzesać z tej materii żywiołowe show. Punktem kulminacyjnym było odegranie świetnego “Wroga” z ostatniego długograja. Niestety, reakcja publiczności była dość niemrawa, co składam na karb upału, bo zespołowi trudno cokolwiek zarzucić. Na szczególną pochwałę zasługuje jak zawsze hiper-aktywny frontman, który swoimi umiejętnościami i prezencją sceniczną potwierdził, że należy do czołówki wokalistów w kraju.

Voidhanger:

20180806_193817

Ekipa dowodzona przez Herr Warcrimera promowała na tej trasie swoje najnowsze dzieło, Dark Days of the Soul. Jest to bardzo dobra płyta, a zespół ma już wyrobioną markę, więc dziwnym nie jest, że tłok pod sceną zauważalnie zgęstniał. Mieszanka thrashu, blacku i crusta serwowana przez Voidhanger na żywo sprawdza się jeszcze lepiej niż na płycie i zespół od pierwszych nutek porwał publikę zgromadzoną w Bazylu. Ja odleciałem do reszty w trakcie hitu „Naprzód donikąd!”, który w sporej części odśpiewałem z łysym wokalistą. Co tu dużo pisać- wściekła mizantropia, ubrana w fajne, odegrane z ogniem piosenki. Nie mogło się nie podobać!

Cannibal Corpse:

20180806_204109_2

Mimo, że był poniedziałek, przed wejściem na scenę legendy death metalu sala poznańskiego klubu zapełniła się jeszcze szczelniej. Wydaje mi się, że ludzi było mniej więcej tyle co na wyprzedanym Obituary z zeszłego roku, ale trudno orzec, bo przed koncertem Kanibali scena została przesunięta w głąb pomieszczenia, w związku z czym było więcej miejsca.

Tak czy owak, atmosfera była super gorąca i kiedy wydawało się, że napięcie sięga zenitu, przy okrzykach “Cannibal, Cannibal” ruszyli. Na początek poleciały 2 petardy z fantastycznego krążka Red Before Black, a potem mieszanka nowości i staroci. Zespół na scenie kojarzył mi się z przyczajonym lwem- królem dżungli, który nie szarżuje ze wszystkich sił przez cały czas, a po prostu promieniuje potęgą- szczególnie dwaj gitarzyści stojący na przeciwległych końcach sceny, spokojnie krzeszący pokręcone riffy. W środku było bardziej ruchliwie, bo Alex Webster i Corpsegrinder praktycznie nie ustawali w dzikim headbangingu. A propos Amerykańskiego wokalisty, to ma on już swoje lata, jego kark jest w postępującym zaniku, ale to jakie dźwięki potrafi z siebie wydobyć to jest coś niesamowitego. Szczególnie, gdy zestawimy to z niezwykle sympatycznym głosem, którym przemawiał w przerwach. Jeśli do czegoś miałbym się przyczepić, to do tego, że wokale były trochę za głośne w stosunku do gitar. Ale poza tym pod względem dźwiękowym wszystko się zgadzało. Ja w pewnym momencie musiałem zrobić sobie przerwę na ogródku, bo duchota i wcześniejsza podróż ze Szczecina zaczęły dawać się we znaki. Zdążyłem z powrotem na podwójny cios nokautujący, czyli “Stripped, raped, and strangled” i oczywiście “Hammer-smashed Face”. Perfekcyjne zwieńczenie udanego wieczoru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: