Radość, wielka radość!

  W podstawówce, pani od plastyki (którą pozdrawiam i przepraszam. Za wszystko.) mawiała: jeden obraz wart jest tysiąc słów. I tak chyba jest z powyższym plakatem. Kurwać, takiego zestawu (w realu, na papierze się nie liczy- to do organizatorów pewnego festiwalu na (c)H) u nas nie było bodajże od 2002, kiedy to papa Ozzy przywiózł... Czytaj dalej →

5. rocznica i 1. poważny „tribute album”

Dziś mija 5 lat od kiedy Dimebag Darrell zginął podczas koncertu Damageplan (i 29 od śmierci John Lennona, który również zginął od kuli psychopaty- przypadek?). Nie chcę tu zapodawać jakiegoś emo-tripa, ale, do chuja wafla, ciągle mi smutno z tego powodu. Psychol mógł wybierać z tylu innych gówno wartych debili (np. polityków), a on zastrzelił... Czytaj dalej →

Jak oni growlują

  Od jakiegoś czasu sporą popularnością w światku metalowym, szczególnie wśród młodszej młodzieży, cieszy się podgatunek zwany DeathCore. Szczerze pisząc, ja się już troszkę pogubiłem, z czego to się składa (death metal, metal core i hard core?), wiem jednak, że większość deathocore'owych piosenek brzmi jak jeden długaśny breakdown (czyt. jest bardzo wolno i bardzo ciężko).... Czytaj dalej →

Bóg jest Devinem Townsendem

  Sprawa jest taka. Miałem dziś napisać recenzję nowego Slayera (o dziwo, nawet w miarę), ale, w tak zwanym międzyczasie, dowiedziałem się, że wczoraj była premiera nowego albumu The Devin Towsend Project. Jako że Devina cenię ciut bardziej niż Zabójcę, World Painted Blood będzie musiało krzynkę poczekać.  Z okazji wydania Addicted, Devin przejął wczoraj na... Czytaj dalej →

Listy, listy, listy przebojów!

  Magazyn Metal Hammer (angielski, nie polski, który jest gazetką reklamową Metal Mindu) poszedł drogą supermarketów, wystawiających w listopadzie ośnieżonych Mikołajów, i na swojej stronie już teraz umieszcza kolejne listy najlepszych płyt roku 2009. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, iż listy układają "znani i lubiani", m.in. Nick Holmes z Paradise Lost,... Czytaj dalej →

Baroness – Blue Record

  Czy widzieliście kiedyś bardziej miszczoską okładkę? Ja chyba nie. Jak dla mnie absolutna bomba. A zrobił ją szef Baronowej- John Baizley. Poza tym, jest on też odpowiedzialny za gros muzyki na tym krążku, wokale i gitarę. Całkiem, kurwa, nieźle.  Tym bardziej, że muzyka naprawdę daje radę. Właściwie, takim głównym słowem, które mi się nasuwało... Czytaj dalej →

Dziewczęta na koncertach

Osoby znające mnie troszkę dłużej w większości mogą potwierdzić, że często marudziłem, że w Polsce mało pań przychodzi na koncerty słuchać ciężkiej muzy. Z zazdrością oglądałem klipy na youtube i wydawnictwa koncertowe różnych bandów, może nie tych najcięższych, ale grających konkretnie (Ozzy, Pantera, Machine Head), na których widać było bawiące się turkaweczki (txt copyright: Śledziu).... Czytaj dalej →

Wszyscy kochają amerykańskie święta

  Dziś, jak wszyscy pewnie wiedzą, obchodzimy amerykańskie "święto" żebraków i terrorystów ("dajcie nam czego chcemy, albo wysadzimy... tzn obrzucimy jajkami wasz dom!"). Rozwydrzone bachory na całym prawie świecie zachowują się jak emo z cukrzycą i uprzykrzają życie normalnym ludziom. Aż czasem im życzę, żeby w poszukiwaniu łakoci trafili do domu jakiegoś zboczeńca albo księdza,... Czytaj dalej →

Witryna internetowa zasilana przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑