Deftones – Diamond Eyes

 

… właśnie dlatego czasem kupuję płyty dla okładek. Tak. Sowy rządzą. Może nie tak jak jeże, ale naprawdę dają radę.Tak się fartownie składa, że w przypadku Diamond Eyes, muza też mi się bardzo podoba, więc wszystko gra. A jakie konkretnie dźwięki zawarte są na tym krążku? W sumie takie jak zwykle u panów z Sacramento- taki fajny senno-tripowy hard rock/nu metal, z jedynymi w swoim rodzaju wokalami Chino Moreno. Ja tam bardzo lubię. Szczególnie, że w porównaniu do ich poprzedniego wydawnictwa, Saturday Night Wrist, utwory na najnowszej płycie są bardziej koherentne i cała płyta przyjemnie przepływa nam przez uszy. Niektórzy mogą marudzić, że wszystko to zbyt spokojne, ale Deftonesi nigdy jakoś nie szatanili, więc nie czepiajmy się.

Swoją drogą, to ciekawe, że jako jedyni z małej-wielkiej trójki nu metalu ciągle wydają płyty na poziomie (Korna po Issues praktycznie nie da się słuchać, a co do Limp Bizkit, to jeśli okładka ich nowej płyty ma być wyznacznikiem jakości muzyki, to dziękuję, postoję). Ja się tam nie znam, ale wydaje mi się, że, pomijając kwestie talentu, Deftones udało się wypracować swój unikalny styl, którego się bez zbędnych kombinacji trzymają, i to z niezłym skutkiem. Natomiast pozostałe dwa bandy były małpowane przez niemożliwą wręcz liczbę naśladowców, dzięki czemu ich twórczość przejadła się dość szybko. No i kolejne płyty były coraz słabsze i słabsze.

Jakoś w zeszłym tygodniu zamieściłem link do pierwszego singla z Diamond Eyes, dziś czas na drugi. Ma tytuł Diamond Eyes.

Dodaj komentarz

Witryna internetowa zasilana przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Do góry ↑