Krótka piłka 2013 cz. 4

A Pale Horse Named Death: Lay My Soul to Waste
Mix Paradise Lost i Type O Negative. Już dawno żadna płyta nie sprawiała, że chcę się pociąć. A może to gówniana aura i inne okoliczności zewnętrzne? Kto wie? Jakby nie było, pierwszy raz słuchało się świetnie, ale z każdym kolejnym uroku płycie ubywało.

Alice in Chains: The Devil Put Dinosaurs Here
Najgorsza ich płyta od czasów Facelift, co nie przeszkadza jej być jednym z lepszych wydawnictw w 2013. Mimo, że znajduje się tu kilka utworów przeciętnych, to wynagradzają je absolutne petardy w stylu singlowego “Hollow”, “Lab Monkey” czy mojego ulubionego “Phantom Limb”. Jerry Cantrell po prostu nie umie słabej muzyki robić.

Altar of Plagues: Teethed Glory and Injury
Szalony progresywno-atmosferyczny black. Na pewno ciekawe i ambitne, ale jeszcze potrzebuję sporo przesłuchań, żeby się zdecydować, czy mi się podoba.
EDIT po paru przesłuchaniach: ma naprawdę mocne momenty, ale też jest trochę zbędnego błądzenia. Ogólnie takie nawet w miarę.

Amon Amarth: Deceiver of the Gods
Zespół nie odbiega praktycznie od swojej wypracowanej stylistyki i po raz kolejny serwuje słuchaczom wpadające w ucho melodeathowe piosenki opowiadające historie inspirowane skandynawską mitologią. Niestety, tym razem zabrakło hiciorów na miarę “Guardians of Asgaard”, i cała płyta choć nie irytuje, to jednak nie zostawia po sobie dobrych wspomnień. W sumie to nie zostawia żadnych wspomnień.

 ASG: Blood Drive
„Taki nijaki stoner. Słucham, słucham, a w spodniach, ani w sercu nic nie drga.” – pomyślałem sobie przy pierwszym podejściu do tej płyty, około 5-ego utworu. Ale potem przesłucham raz jeszcze, a potem znowu i jakoś nie mogę się uwolnić. A już “Children’s Music” i “Hawkeye” są po prostu wspaniałe. Tak więc, jeśli nie przeszkadza Wam zbyt czysta produkcja w sludge’u/stonerze i melodyjne wokale, polecam serdecznie!

 Black Dahlia Murder: Everblack
To co zwykle, czyli umiarkowanie brutalny, melodyjny death metal, choć na słabszym niż zwykle poziomie. Tym razem brak jakichś fajniejszych, pozytywnie wyróżniających się piosenek i mogę zrozumieć ludzi, którzy zarzucają popularnej Dalijce brak rozwoju czy jakchikolwiek zmian. Nuda i słabość.

 Black Sabbath – 13
Brzmi jak… No kurwa, nie ma co wymyślać- Black Sabbath. Solidne kompozycje, wykonanie i produkcja. Czuć zło, piekło i szatana. Ale szkoda, że 2 razy musieli uciec się do autoplagiatu (“End of Beginning” – “Black Sabbath” zespołu Black Sabbath z płyty Black Sabbath; “Zeitgeist” – “Planet Caravan”). Ogólnie, pomimo tego, że bardziej lubię płyty z Ozzym niż z Dio, bardziej podoba mi się Heaven & Hell: The Devil You Know.

Children of Bodom: Halo of Blood
Po zupełnie tragicznych Relentless, Reckless, Forever i Blooddrunk, w końcu przyzwoita płyta popularnych “Childrenów”. Stylistycznie nie ma rewolucji- mieszanka blackowych i deathowych riffów, z towarzyszeniem neo-klasycznych melodyjek i solówek a’la Pingwin Malmsteen. Dupy nie urywa (no może poza zabawnym coverem Roxette), ale da się przesłuchać.

Beth Hart & Joe Bonamassa: Seesaw
Taka mieszanka klasycznego amerykańskiego grania- trochę bluesa, trochę rocka i rockabilly. Oboje główni wykonawcy wykonują poprawnie swoje partie, ale muzyka w ogóle nie porywa.

Clutch: Earth Rocker
Prosty, brudny rock ‘n’ roll, który zgodnie z tytułem, buja aż ziemia się trzęsie. 11 piosenek tak dobrych, że nóżka sama chodzi od początku do końca płyty. Dobre i do piwka w wiosenne popołudnie, jak i potańcówki o każdej porze roku. A “Crucial Velocity” to po prostu petarda!

Dark Tranquility: Construct
W zasadzie to samo co Soilwork- kiczowaty melo-death. Na szczęście w tym przypadku ograniczyli się do jednego krążka. Ale i tak nie da się słuchać.

The Dillinger Escape Plan: One of Us Is the Killer
Ben Weinman i spółka chyba w końcu odnaleźli złoty środek w proporcjach pomiędzy szalonymi hardcore’owymi połamańcami, a bardziej stonowanymi “rockowymi” momentami (trochę w stylu Deftones, powiedziałbym), które wypełniały poprzedni krążek. Efektem jest zróżnicowany, wciągający album, który zmusza wręcz do wielokrotnych odtworzeń. Bardzo lubię.

Filter: The Sun Comes Out Tonight
Industrialny rock, błąkający się pomiędzy cięższymi brzmieniami a dyskoteką. Kiedyś miewali na płytach całkiem sporo fajnych, wpadających w ucho piosenek, ale te czasy chyba już za nami.

Ghost: Infestissuman
Słucham, słucham i takie niedorobione, nieprzemyślane mi się to wszystko wydaje. Na debiucie piosenki były krótkie, proste i w punkt, a tutaj coś tam kombinują i jakby się pogubili. Dam jeszcze ze dwie szanse tej płycie, ale na razie słabe to to. Chociaż “Zombie Queen” robi robotę.
EDIT po-Impactowy: ok, kupili mnie. Płyta jest dobra, a „Year Zero” to czarna msza.

Immolation: Kingdom of Conspiracy
Death metal w średnim tempie, z dziwnie wyprodukowanymi bębnami. Nie męczy, ale też jakoś specjalnie nie wciąga.

Kylesa: Ultraviolet
Singlowy “Unspoken” miażdży suty bez dwóch zdań- tak powinien brzmieć psychodeliczny stoner/sludge. Ciężar, ryjące banię melodie i dobra kompozycja. Niestety, pozostałe kawałki odstają znacznie od tego poziomu. Najczęściej brakuje tego chamskiego brudu, typowego dla ich początkowych, czysto sludge’owych dokonań. Zespół brnie w coraz to bardziej psychodeliczne rejony, przez co traci na uderzeniu, a słuchacz traci zainteresowanie. Ogólnie jest trochę lepiej niż na Spiral Shadow, ale to nie jest jakiś mega-wyczyn.

Lonely Island: The Wack Album
W założeniu zabawny pop-hip-hop, od typów, którzy są odpowiedzialni za takie hity jak “Jizz in my Pants”, czy “Dick in the Box”. Niestety, poza dwoma hitami, do których powstały teledyski (“Threeway” i, przede wszystkim, “Spring Break Anthem”) oraz “We Need Love” straszna słabizna.

MasseMord: A Life-giving Power of Devastation
Słucham, słucham i nie wiem co sądzić. A potem znowu słucham. Czyli źle nie jest, acz brakuje czegoś coby zostawało ze słuchaczem, kiedy muzyka milknie.

The Ocean: Pelagial
Płyta o tematyce podwodnej, więc aż prosi się o jakąś zjebaną i wyświechtaną metaforę. Służę uprzejmie: Pelagial jest jak morze podmywające klif, niby każda kolejna fala tylko smyra delikatnie ziemię, ale ani się człowiek obejrzy a już całość jest pod wodą. A teraz po ludzku: zajebisty kawał atmosferycznego sludge’u, ze sporą ilością fortepianina i smyczków. Wymaga kilku przesłuchań, ale tak po 2-3 ciężko się od niej uwolnić.

Paramore: Paramore
Pop-rock z dziewczęciem na wokalach. Muszę przyznać, że cały ten gatunek staje się moją tzw. “guilty pleasure”, tzn. niby słucham, ale trochę wstyd przed znajomymi. Jednak parę utworów wpada w ucho (“Ain’t It Fun” słucham codziennie) i ogólnie przyzwoite. Z tym, że takich wykonawców jest pierdyliard [np. Halestorm i Avril Lavigne (czy ona żyje jeszcze? Ostatnio o niej słyszałem, jak hajtała się z Chadem Kro-cośtam z Nickelback. Na zdjęciach wyglądała jak na początku kariery tj. 14-17 lat. Może jest wampirem? Biedny Chad!)]. No i trochę za dużo tu tych piosenek, które brzmią bardzo podobnie. Ja mam wersję z 19-oma ścieżkami, a już po 7 mam dość.

Joe Satriani: Unstoppable Momentum
Niezbyt udany eksperyment pod tytułem Engines of Creation najwyraźniej niczego nie nauczył łysego wirtuoza, gdyż na najnowszym wydawnictwie znowu gra swoje solówki do elektronicznych podkładów, co znowu nie przynosi pozytywnych rezultatów. Przez cały czas słuchania tej płyty towarzyszyło mi pytanie: po co? Słaba i niepotrzebna płyta.

Spiritual Beggars: Earth Blues
Kiedyś grali sympatycznego stonera, dziś nudnawy hard rock w stylu dinozaurów z Nazareth. Szkoda czasu.

obrazek wzięty z http://www.theprp.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Marta Marecka pisze

Dosadnie o życiu i pisaniu

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska

„Nie bójmy się pracy i służby dla Polski, brońmy naszą Ojczyznę”. Tak trzeba!

Atropa Belladonna Von Coup

reader , writer , poet , person .

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: