Krótka Piłka 2015 cz. 2

Piłka meczowa: Leviathan: Scar Sighted
Na ten moment najlepsza płyta roku. Domaga się wręcz wyświechtanego zwrotu o muzyce, która zabiera w podróż. Ja przynajmniej z chwilą pierwszych dźwięków odpływam gdzieś daleko, wracając po ostatnim utworze. Szalone dźwięki, dzikie zawodzenie i świetne kompozycje- ciągle trudno przychodzi mi ogarnięcie, że to jedna osoba wymyśliła od początku do końca.

Europe: War of Kings
Trochę hard rockowych gitar, trochę glamowych melodii w wokalach i trochę klawiszków a’la Deep Purple. Ogólnie, taka muzyka piwna. Siedzicie z ziomkami w gorące popołudnie, sączycie chmielowy napój, rozprawiacie o życiu, a tle leci właśnie taka muzyka. Nie wkurwia, nie przeszkadza, ale też nie angażuje. Wypełniacz ciszy w wydaniu rockowym.

Frontside: Prawie Martwy
Byłe gwiazdy krajowego metalcore’a przerzuciły się na nowocześnie brzmiący hard rock. Wychodzi im to całkiem sprawnie. Niezła muzyka i niegłupie teksty, sprawiają, że słucha się bezboleśnie, a takie piosenki jak “Ona jest zła”, “Prawie martwy”, czy “Nie ma już nic”, są wręcz dobre. Jest jednak w tej beczce miodu łyżka gówna pod tytułem “Lubię pić”. Ponoć jest to parodia rocka biesiadnego, ale wkurwia dokładnie tak samo jako radiowe ścierwo typu Enej czy Stolec Orkeistra, które rzekomo wyśmiewa. Rak w formie dźwiękowej.

Kaki King: The Neck Is a Bridge to the Body
Bardzo podobał mi się debiut Kaki z 2003, pt. Everybody Loves You. Przyjemna i spokojna muzyka, grana przez wirtuozerkę gitary. Tegoroczne wydawnictwo jest drugim tejże artystki, z którym miałem styczność. Różni się przede wszystkim elektronicznymi plumknięciami tu i ówdzie oraz dojmującą nudą. Dałem pannie King naprawdę wiele szans, ale za każdym razem przesłuchanie całej płyty było żmudnym procesem.

Kill It Kid: You Owe Nothing
Ma momenty, ale ogólnie to takie Royal Blood dla ubogich.

Melecesh: Enki
Black/death z arabskimi melodyjkami. Dokładnie to samo grali na poprzedniej płycie, którą przesłuchałem, czyli Emissaries z 2006. Raczej ciekawostka tylko, bo piosenki są tu w najlepszym razie przeciętne.

Myspyrming: Songvar elds og oreidu
Twórczość Islandczyków znajduje się w krainie pomiędzy muzyką słuchalną, a tym co grają np. tacy Swallowed, którzy są dla mnie już zbyt ekstremalni. Tak więc jest srogi gnój i chaos, ale w jakiś sposób wciąga to słuchacza, przerażając go przy okazji za każdym razem. Z perspektywy gatunkowej, mamy tu black, doom, sludge, noise i wiele innych rzeczy, które spoić w tak dobrą płytę mogła chyba tylko jakaś magia. Czarna, rzecz jasna.

Path of Might: Path of Might
Bardzo rzetelnie zagrany stoner/sludge z St. Louis w USA. Ciężkie riffy, rozwleczone kompozycje i oparte na bluesowej skali melodie- lubię takie granie. Z tym, że PoM nie wnosi tu ani nic nowego, ani nie pisze wyjątkowo dobrych kompozycji. Jest OK, jak leci z rana w tramwaju, ale do starych dokonań Baroness czy Mastodon daleko.

Psycroptic: Psycroptic
Pomiędzy technicznym deathem, a groove metalem spod znaku Lamb of God. Czyli średnie tempa, spory ciężar i co jakiś czas techniczne fajerwerki. Jakoś się tego słucha, tym łatwiej, że na płycie jest tylko 9 piosenek. Ale nie są one jakoś wybitnie napisane, więc raczej nie będę do tej płyty wracał.

Subterranean Masquerade: The Great Bazaar
Progresywny art-rock w którym czyste wokale mieszają się z growlem. Całość brzmi jak soundtrack do jakiejś animacji Disneya, opowiadającej o podróży na Daleki Wschód. Wręcz słychać tu ucieczkę przed sługami jakiegoś wezyra, pomiędzy straganami kupców i inne, podobnie malownicze przygody. Kiczowate gówno.

Torche: Restarter
Dobry stoner metal. Nie wywołuje co prawda jakichś silniejszych emocji, ale od dwóch tygodni słucham tej płyty codziennie. To pewnie te fajne piosenki, co tu mają.

Xibalba: Tierra Y Luibertad
Wyjątkowo dobry przykład amerykańskiej maksymy “all killers, no fillers”. Chłopaki zrobili osiem bardzo dobrych numerów i tyle właśnie wrzucili na krążek, nie starając się dopychać na chama jakimś ścierwem. A grają fajny, wkurwiony death/hard core, trochę kojarzący się z Entombed, ale bardziej wściekły i świetnie nagrany.

We Are Harlot: We Are Harlot
Obdarzony dobrym głosem Danny Worsnop, były wokalista popularnego wśród młodzieży Asking Alexandria, postanowił założyć zespół glam metalowy. Chodzi tu o glam z tych bardziej radiowych, w stylu Bon Jovi. Czyli szatana praktycznie brak, za to jest dużo o dziewczętach, miłości i takich tam. Jako muzyka do samochodu może być, ale brak tu ciekawych, zapadających w pamięć piosenek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: