Nowa płyta ojców deathcore’a kojarzy mi się z dwoma, eufemistycznie mówiąc, kontrowersyjnymi wydawnictwami: Illud Divinum Insanus i Lulu. Z pierwszą, bo mamy tu odstępstwo od dotychczasowej formuły, która przyniosła sukces i sławę. Z tym, że Suicide Silence poszli totalnie na całość. Ich tradycyjnego stylu szukać tu można ze świecą, zamiast tego mamy… eksperymentalny nu metal?... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 8
Piłka meczowa: Mithras: On Strange Loops Troszkem tutaj rozdarty, bo z jednej strony rżną ze starego Morbid Angel aż furczy, ale z drugiej, kurwa, pięknie im to wychodzi. Dominująca brutalność jest kontrapunktowana przez subtelne melodie i takie trochę “kosmiczne” motywy, co w połączeniu z dobrze przemyślaną dynamiką całości sprawia, że pomimo wielkiej intensywności, płyta w... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 7
Piłka meczowa: Furia: Księżyc Milczy Luty Moje ostatnie spotkania z pełnowymiarowymi nagraniami Furii, można rozłożyć na następujące fazy: Faza odrzucenia- zwykle pierwsze 2-3 odsłuchania, Faza zaczepienia- kiedy do głowy wrzynają się najbardziej nośne melodie, słowa (“Za ćmą… W DYYYMMM!”, “Zabieraj łapska z mojego ramienia”) Faza zrozumienia- kiedy zaczynam kumać o co chodzi, Faza zniewolenia- po... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 6
Piłka meczowa: Oathbreaker: Rheia Każde przesłuchanie Rheii, sprawia, że czuję się przeczołgany i wymięty. Po pierwsze dlatego, że mnóstwo się dzieje na tej płycie. Momenty ciche, kiedy gitara delikatnie plumka, a Caro Tanghe wyszeptuje kolejne linie tekstu, sąsiadują z dzikimi erupcjami wściekłej rozpaczy, bezsilności i hałasu. A to wszystko jest po prostu idealnie skomponowane- płyta... Czytaj dalej →
Heaven Shall Burn: Wanderer
To co uderza już przy pierwszym przesłuchaniu płyty, to to jak wielce twórczość własna HSB na tej płycie odstaje od coveru Sodom. “Agent Orange”, bo o tej piosence mowa, jest praktycznie bezbłędną kompozycją- zróżnicowaną, brutalną, a przy tym wpadającą w ucho. Ekipa Maika Weicherta odegrała ją całkiem rzetelnie, trudno o jakiekolwiek zarzuty. Jednak jeśli chodzi... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 5
Piłka meczowa: Schammasch: Triangle Trzecie wydawnictwo Szwajcarów, w wersji fizycznej podawane na trzech krążkach (choć spokojnie wystarczyłyby 2- całość trwa 100 minut). Muzyka zawarta na Trójkącie mocno mi się kojarzy z dwiema polskimi płytami z roku ubiegłego- Ghost Chants Outre i Near Death Revelations Blaze of Perdition. Najogólniej mówiąc, grany jest tu awangardowy (acz nie ekstremalnie)... Czytaj dalej →
Gojira: Magma
Super przebojowy singiel “Stranded” zwiastował spore zmiany w muzyce Francuzów. Piosenka o relatywnie prostej budowie, dość przystępna, z czystymi wokalami- brzmi jak rewolucja! I w pewnym sensie cała Magma jest przewrotem w świecie Gojiry. Do muzyki wpuszczono sporo powietrza i luzu, których brakowało na ostatnich dwóch krążkach (szczególnie na nudnawym L’enfant sauvage). Pod tym względem... Czytaj dalej →
Tremonti: Dust
Mark Tremonti, sprawny gitarzysta gównianego Creed i całkiem przyzwoitego Alter Bridge, zawsze chciał być frontmanem. Pech chciał, że w w/w zespołach trafiali się wokaliści obdarzeni większą charyzmą i talentem wokalnym (co w obu przypadkach nie jest tak wielkim dokonaniem), przez co biedny Marek musiał ustępować im miejsca w świetle jupiterów. Postanowił więc stworzyć kolejny projekt,... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 4
Piłka meczowa: The Body: No One Deserves Happines To jedna z tych płyt, które wielbię, a mimo to słucham bardzo rzadko. Pozostałe to m.in. nie dawne wydawnictwa Emptiness czy Misthyrming. Co mają te black metale wspólnego z hałasem serwowanym przez The Body? Zajebiście się ich boję. Kreują one wszystkie tak sugestywną atmosferę nicości i beznadziei,... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 3
Piłka meczowa: Cobalt: Slow ForeverWyobraźcie sobie takie coś: black metalowcy lubiący Toola, nagrywają dwu-płytowy album sludge’owy. Rozbierając to na bardziej podstawowe części: są sobie wolne, ciężkie i chropowate numery, w których zdarzają się typowo “narzędziowe” łamańce, a czasem całe riffy (eg. końcówka “Beast Whip” i początek “King Rust”), a wszystko to przesiąknięte typowo czarnym duchem... Czytaj dalej →
