Progression Tour – Poznań – Eskulap – 27.03.2012.

  

Dobry to jak na razie rok dla metalowców z Poznania. Poza tym, że jak zwykle, żadna z krajowych tras ich nie omija, to jeszcze dodatkowo mieli przyjemność widzieć na żywo m.in. Dream Theater albo Kylesę, a w marcu dotarł też niemiecki zespół pod niechrześcijańską nazwą Heaven Shall Burn. Dla mnie to była pierwsza okazja do zobaczenia ich na żywo, mimo, że w Polsce byli kilka razy, ostatnio na Woodstocku. Jako, że fanem kąpieli w błocie, klimatów harcerskich i imprez bardzo masowych nie lubię, darowałem sobie, licząc że Maik Weichert i spółka jeszcze do nas zawitają. Na szczęście nie myliłem się, a żeby było zupełnie dobrze, zawitali do coraz bardziej mojego miasta. Organizatorzy za miejscówkę wybrali klub Eskulap, do którego dotarłem tuż po otwarciu bram, gdyż chciałem zobaczyć zespół…

Faust Again
czyli miejscową ekipę, grającą metalcore. Tego wieczoru nagłośnienie było nienajlepsze – gitary i wokal były zdecydowanie za głośno. W przypadku tych pierwszych, słychać było głównie niskie tony, i obie (każdy zespół po miał dwóch wiosłowych) zlewały się. Z kolei głos wokalisty był na takim poziomie, że był z lekka przesterowany. W rezultacie o secie popularnych Faustów mogę powiedzieć, że przyjemnie bujało i w zasadzie tyle. Podobno na dniach ma wyjść nowa epka, więc będę miał okazję zapoznać się dokładniej z twórczością Wielkopolan. Warto przy okazji wspomnieć o efektach świetlnych, a konkretnie a dwóch reflektorach złożonych z małych ledowych żaróweczek, które, omiatając publiczność, skutecznie ją oślepiały.

Neaera
Niemiecki metalo-deatchore. Wytrzymałem 2 piosenki. Jako ciekawostkę pozwolę sobie wspomnieć, że po raz pierwszy na żywo zobaczyłem tzw. hard core dancing, czyli machanie kończynami we wszystkich możliwych kierunkach, w celu uszkodzenia współuczestników koncertu. Czasami przynosi to całkiem spektakularne efekty – podczas występu następnego zespołu, jeden z widzów dostał w głowę i zalał się krwią. Rana była na tyle niegroźna, że tuż po całym koncercie biegł środkiem ulicy, krzycząc na samochód, którym wracałem.

Suffokate
Amerykański deathcore. Wytrzymałem 1/2 piosenki. Oprócz błędu ortograficznego w nazwie, spośród legionu identycznie brzmiących bandów, ekipę z Kalifornii wyróżnia się osobą wokalisty, który miał w uszach kanały, przez które spokojnie przeszłaby moja pięść. Nie żebym miał jakieś wielkie łapy, ale i tak podczas headbangingu wyglądał jak słonik Dumbo.

Unearth
Twórczość Amerykanów znam i lubię (nie licząc ostatniego wydawnictwa, przez które przebrnąć nie mam sił). Niestety, z powodu kijowego nagłośnienia rozpoznałem dwie kompozycje z około dziesięciu odegranych tamtego wieczora. Było BARDZO głośno i przez to nieczytelnie. Tak czy owak, mimo tragicznej pracy dźwiękowca wytrwałem do końca i nawet pomachałem głową przy wieńczącym występ, potężnym „My Will Be Done”. Zespół cały czas był w ruchu i wydawało się, że granie, nawet przy tak skromnej publiczności sprawia im frajdę. Zgrabnie też wychodziły gitarzystom rzadkie partie solowe. Ogólnie jednak, od strony dźwiękowej, byłem bardzo zawiedziony. Oby kiedyś udało się ich zobaczyć (a przede wszystkim usłyszeć) w bardziej sprzyjających warunkach.

Heaven Shall Burn
czyli gwiazda wieczoru. Również znam i lubię. Sąsiedzi przywieźli ponoć własnych dźwiękowców i było to słyszalne jak najbardziej – niby znowuż głośno do granicy przyzwoitości, ale spokojnie można  było rozróżnić partie poszczególnych instrumentów, a także utwory. Co do tych ostatnich, to popularne HSB, zaserwowało pełną przekrojówkę, skupiając się na ostatniej, może nienajlepszej, ale zdecydowanie posiadającej mocne punkty płycie Invictus. Z niej poleciały m.in. dwa pierwsze, konkretne numery czyli „Omen” i „Combat” (z fajoską techno wstawką na Scootera). Poza tym, z rzeczy, które lubię najbardziej w ich katalogu, były „Counterweight” i poprzedzony intrem „Endzeit”, a także „Black Tears”. W sumie ok. 10 piosenek + jedna na bis. Publika, odrobinę liczniejsza niż przy „rozgrzewaczach” bawiła się ładne, zespół takoż. Najbardziej podobał mi się pan wokalista, który dyrygował parkietem, szalał na scenie i oczywiście ryczał potężnie. Dodatkowo, pomógł jednemu z fanów odzyskać zgubiony portfel. Równy kolo. Reszta zespołu też dawała radę, ale bez żadnych fajerwerków czy wodotrysków. No i, co też nie jest bez znaczenia, mieli fajne piosenki. Ogólnie, dobry występ.

Podsumowując cały koncert, muszę przyznać, że jestem rozczarowany. W połowie spowodowane jest to słabą pracą ekipy od dźwięku, w połowie doborem rozgrzewaczy. Niby mogłem sobie odpuścić pierwsze 3 zespoły, ale po 1. chciałem posłuchać w końcu poznaniaków z Faust Again, po 2. koncerty Anathemy i Colisseum nauczyły mnie, że można poznać nowe ciekawe zespoły pełniące rolę supportów; no i po 3. zapłaciłem prawie 70 zł za bilet, więc liczyłem, że dostanę swoją „value for money”. W praktyce, HSB byli dobzi, Fauści przyzwoici, Unearth w zasadzie nie słyszałem, a reszta ssała. Trochę słabo.

zdjęcie pochodzi z oficjalnej strony fejsbukowej HSB: https://www.facebook.com/officialheavenshallburn

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: