Krótka Piłka 2018 cz. 4

0007b2fnxhll5xcv-c122

Piłka meczowa: Monster Magnet: Mindfucker
Tylko dziś! Twoja Stara uprawia kołczing osobisty! Masz zły dzień, spędzasz za dużo czasu w pracy, a za mało robiąc to co kochasz? Uważasz, że już za późno, żeby wziąć się za realizację pasji? Że w pewnym wieku to już siara grać rock ‘n’ rolla (albo malować, lepić modele, grać w gry, czy cokolwiek)? Spójrz na Dave’a Wyndorfa. W tym roku skończy 62 lata. Również w tym roku wydał dziesiątą płytę swojego Monster Magnet. Płytę z której luz i energia wprost wylewają się w formie fajnych piosenek. Tak więc zamknij mordę i rób swoje, nie patrząc w kalendarz. Po prostu bądź jak Dave.

ASG: Survive Sunrise
Mimo, że nie jest to żadne reggae ani jakaś marzycielska psychodelia, to niezmiennie kojarzy mi się z letnim popołudniem, gdy czas leci wolno i wszystko jest spokojne. A przecież to dość typowy przedstawiciel stonera: ciężkie riffy, teksty o trudach życia itd. Ale tak jakoś lżej na sercu, gdy kolejne utwory lecą z głośników. Tym bardziej, że cała płyta jest po prostu fajna- chwytliwe, bujające plątaniny riffów, które składają się na niezłe numery. Życia to nie zmieni, ale nastrój poprawia niezawodnie.

Craft: White Noise and Black Metal
Na nowe wydawnictwo Szwedów płyną rzeki pochlebstw z każdej strony: z mały blogów i znacznych serwisów, jak również z prasy drukowanej. Twoja Stara wyjdzie pod prąd temu trendowi i powie zdecydowanie: Veto! To nie jest jakaś super płyta. Konceptualnie wszystko się zgadza- klasyczny blaczek z dodatkami doom metalu i rocka to fajne połączenia. Duża ilość melodii i brudne brzmienie też spoko. Ale nie ma w tym zupełnie uczucia. Jakby ktoś odgrywał metal z podręcznika. Słuchałem z głośników i słuchawek, w pracy, w domu i na spacerze. I nie czułem zupełnie nic. A tak być nie może, niezależnie od stylu.

Immortal: Northern Chaos Gods
Mimo radykalnej zmiany personalnej, jaką było odejście frontmana, o nowym krążku można powiedzieć po prostu: ot, kolejny Immortal. Muzyka jest logiczną kontynuacją tego co słyszeliśmy na All Shall Fall, czyli epickim black metalem, mocno inspirowanym Bathory. Nawet wokale Demonaza nie odbiegają znacząco od pomruków i wrzasków jego poprzednika. Jakościowo to również ta sama, moim zdaniem wysoka, półka. Jedyna różnica w stosunku do poprzedniczki to trochę czystsza i bardziej potężna produkcja. Myślę, że dla fanów zespołu to dobra wiadomość, tym bardziej, że piosenki są tu naprawdę solidne, a to w końcu jest najważniejsze.

Kamasi Washington: Heaven and Earth
Spokojny jazzik, z mocnymi wpływami soulu. Brzmi jak zremasterowany na współczesną modłę soundtrack do jakiegoś filmu z lat 1970-tych. Wydawałoby się, że taka muzyka jest przyjemna w odbiorze, jednak Heaven and Earth to album podwójny, prawie dwie i pół godziny dość podobnych kompozycji, z których większość trwa pomiędzy 8 i 10 minut. Większość tego czasu wypełniają średnio porywające solówki Kamasiego lub jego towarzyszy i przesłuchanie całości strasznie mnie wymęczyło.

Marduk: Viktoria
Jak pewnie wiecie, wielce sobie cenię chamstwo i prostactwo w black metalu. Nie bardziej jednak od dobrych piosenek. Na Viktorii jest ich 9 i trwają łącznie 33 minuty, czyli jest szybko, krótko i konkretnie. Niestety w praktyce okazuje się, że fakt że numery są zbudowane z 2-3, zwykle nieciekawych motywów, pozbawia je jakiejkolwiek dramaturgii. Leci ten napierdol i nic z niego nie wynika. Jedyne co zwraca uwagę na ten album, to wyjątkowo szpetna okładka. Zdecydowanie krok wstecz w stosunku do świetnego Frontschwein z 2016.

Ruined Nation: Restart
Brutalny metalcore (z tych mniej melodyjnych) z Linzu w Austrii. Tym co od razu przykuwa uwagę jest potężne, tłuste brzmienie, które momentami podkreśla djentowość niektórych riffów. Na szczęście, są one dawkowane ze smakiem i nie odbierają tej płycie nic z agresji, a stanowią fajne urozmaicenie. Podobnie jak bardziej tradycyjne, deathowe wstawki, napędzane kawalkadą blastów. Całości dopełniają niezłe teksty (niektóre po niemiecku), wyrażające zawód różnymi społeczno-gospodarczymi aspektami dzisiejszego świata. Żeby jeszcze tylko utwory bardziej zapadały w pamięć. Ale i tak jest nieźle.

Sleep: The Sciences
Twórcy legendarnego Dopesmoker wracają po pietnastoletniej przerwie z kolejną porcją rozmemłanego stoner-doomu. Mimo że lubię takie klimaty, to Sciences męczy mnie niemiłosiernie. Muzyka jest dość przeciętna, a wokale brzmią jakby Al Cisneros miał na głowie mnóstwo ważniejszych spraw i chciał tą całą szopkę mieć po prostu z głowy. Strata czasu.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Wspierane przez WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

HEAVY METAL OVERLOAD

... and classic rock too!

Racja jest najmojsza....

Bo przecież nie Twojsza...

Twoja Stara Gra Metal

Metal i Piekło

Discover

A daily selection of the best content published on WordPress, collected for you by humans who love to read.

Longreads

The best longform stories on the web

The Daily Post

The Art and Craft of Blogging

The WordPress.com Blog

The latest news on WordPress.com and the WordPress community.

%d blogerów lubi to: