Entropia: Nie potrafię określić dlaczego, ale z każdym koncertem Entropii, tracę zainteresowanie oleśnicką grupą. Tym razem zagrali bez zarzutu, a brzmieli wprost idealnie. Ale tak słucham, słucham, i mam zupełnie w dupie. Trochę mi się kojarzyło z koncertem dyplomowym w szkole muzycznej. Niby wszystko zaliczone i piatką się należy, ale co z tego, skoro nie... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2017 cz. 1
Piłka meczowa: Code Orange: Forever Tutaj się nie będę czaił z jakimiś metaforami czy innymi pierdami- Forever to przechuj płyta. To jak zespół w obrębie jednego krążka płynnie porusza się między miażdżącym nowoczesnym beatdown hardcore (m.in. “Forever”, “Kill the Creator”), a melodyjnym, alternatywnym metalem (kapitalne “Bleeding in the Blur”, “Ugly”) czy agresywną elektroniką (końcówka “Hurt... Czytaj dalej →
Mastodon: Emperor of Sand
Wyobraźcie sobie magika, które ze swoim obwoźnym przedstawieniem odwiedza miasto co parę lat. Kiedyś za każdy razem pokazywał inną sztuczkę: raz królik wyskoczył z kapelusza, innym razem zniknął czołg. Przy piątej wizycie kolejny nowy trik: kobieta przecięta na pół. O dziwo, przy szóstej to samo. Teraz magik przyjechał po raz siódmy i znowu przecięcie niewiasty.... Czytaj dalej →
Me and That Man: Songs of Love and Death
Póki co najgorsza płyta tego roku. Oto dlaczego: Piosenki są na jedno kopyto. Wszystkie mają zbliżone tempo, ten sam nastrój przegiętej, westernowej dekadencji i oparte są na tych samych dźwiękach. W połowie drugiej zacząłem sprawdzać ile jeszcze do końca całej płyty. Kicz. Powiązany z w/w westernową dekadencją. Jesteśmy tak bardzo straceńczy, zepsuci i źli, a... Czytaj dalej →
Suicide Silence: Suicide Silence
Nowa płyta ojców deathcore’a kojarzy mi się z dwoma, eufemistycznie mówiąc, kontrowersyjnymi wydawnictwami: Illud Divinum Insanus i Lulu. Z pierwszą, bo mamy tu odstępstwo od dotychczasowej formuły, która przyniosła sukces i sławę. Z tym, że Suicide Silence poszli totalnie na całość. Ich tradycyjnego stylu szukać tu można ze świecą, zamiast tego mamy… eksperymentalny nu metal?... Czytaj dalej →
Mgła – U Bazyla, Poznań – 29.04.2017.
Zanim przejdę do relacji, małe postulaty/prośby do organizatorów, na wypadek kolejnego wyprzedanego koncertu: 1. 2-3 toi-toie w ogródku. Bo kolejki do toalety. 2. 1-2 dodatkowe osoby za barem i/lub jeszcze jeden punkt z piwem. Nawet taki mały dystrybutor jakiegoś koncerniaka. Bo kolejki do baru. 3. Zamówić kilka foodtrucków, żeby stały za ogrodzeniem przy wejściu. Bo... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 8
Piłka meczowa: Mithras: On Strange Loops Troszkem tutaj rozdarty, bo z jednej strony rżną ze starego Morbid Angel aż furczy, ale z drugiej, kurwa, pięknie im to wychodzi. Dominująca brutalność jest kontrapunktowana przez subtelne melodie i takie trochę “kosmiczne” motywy, co w połączeniu z dobrze przemyślaną dynamiką całości sprawia, że pomimo wielkiej intensywności, płyta w... Czytaj dalej →
Blood Incantation, Cruciamentum – U Bazyla, Poznań – 27.03.2017.
Zacznę od kwestii około-muzycznej, która wszystkich martwi, a mnie i innych starych i pracujących ludzi cieszy. Otóż, nowa miejscówka Bazyla położona jest przy blokach mieszkalnych, i okazało się, że gdy grany jest metal, to sąsiedzi też słyszą i nie wszystkim się to podoba. Toteż wprowadzono ciszę nocną, co oznacza, że koncerty muszą się kończyć o... Czytaj dalej →
Triptykon – Klub Kwadrat, Kraków – 16.03.2017
Na koncert Triptykon zamierzałem się od paru dobrych lat i w końcu się udało. W czasie urlopu spędzanego w stolicy Małopolski, pokonując smog i sporą odległość od klubu, dotarłem z małym opóźnieniem do Kwadratu, gdzie od paru minut grało już... Blaze of Perdition: Wygląda na to, że ich twórczość pozostanie mi obojętna, zarówno z płyt,... Czytaj dalej →
Mayhem – Social Hall, San Francisco, Stany Zjednoczone Ameryki – 06.02.2017
Przebywając za granicą, bardzo lubię przejść się na jakiś koncert. Po pierwsze dla samej muzyki. Po drugie, żeby zobaczyć jak bawią się miejscowi. Tak też było i teraz, podczas pobytu w San Francisco. Padło na koncert Mayhem. Nie żebym specjalnie przepadał, ale grali tylko kilka przecznic od mojego hostelu, więc szkoda było przegapić taką legendę.... Czytaj dalej →
