Druga i mam nadzieję ostatnia relacja z koncertu z czteromiesięcznym poślizgiem. Tym razem 3. dzień festiwalu Rock in Summer.Podróż do Warszawy upłynęła mi na rzeźbie w gównie, czyli pisaniu pracy magisterskiej. Przynajmniej się nie dłużyło. Na miejscu szybko zawiozłem rzeczy do mieszkania koleżanki i udałem się do Parku Sowińskiego. I tutaj popełniłem największy błąd... Czytaj dalej →
Sonisphere – Warszawa – Lotnisko Bemowo – 10.06.2011
Ten tekst miał się ukazać ponad 2 miesiące temu, ale praca, przeprowadzki, edukacja (Magister, dziwki!) i inne takie pochłonęły mi cały czas. W ramach zadość uczynienia całkiem obszerna relacja z festiwalu SoniSphere. Z góry przepraszam za ewentualne przekłamania jeśli chodzi o setlisty i kto kiedy grał, ale niestety, pamięć już nie ta. Miłej lektury.Na... Czytaj dalej →
Blindead – Poznań – Blue Note – 26.03.2011
Był chłodny, deszczowy wieczór, kiedy to w przemiłym towarzystwie udałem się do poznańskiego klubu Blue Note. Nie wiem, czy to kwestia mojego szczęścia, czy po prostu cecha tego lokalu, ale niezależnie od pory roku, zawsze jest tam w chuj zimno. Może po prostu właściciele w ten sposób studzą zapał metalowców do jakichkolwiek rozrób? Doprawdy... Czytaj dalej →
Coliseum – Wiedeń, Austria – Shelter – 02.12.2010.
Pewnego zimowego wieczoru pod wpływem internetowego hype’u, a także groźby pobicia ze strony„kolegi”, udałem się na koncert trzech zespołów, których nigdy wcześniej nie słyszałem. Bilet był po okazyjnej (jak na zachodnio-europejskie warunki) cenie,więc pomyślałem- raz kozie śmierć i ruszyłem w zaśnieżony Wiedeń. Pomimo, iż coraz lepiej orientuję się w tym dużym mieście, odnalezienie klubu... Czytaj dalej →
Anathema – Wiedeń, Austria – Viper Room – 17.11.2010.
Twoja Stara niedo powstrzymania! Mimo zesłania na dość dalekie południe, do kraju w którymwszyscy mówią jak Arnold Schwarzenegger, nie poddaje się i walczy! Nie wie dokońca o co, ale w ramach tejże walki dotarła na koncert Anathemy w wiedeńskimklubie Viper Room. Jeszcze przed rozpoczęciem imprezy legł w gruzach mit ogermańskiej solidności. Mimo, że na bilecie... Czytaj dalej →
Brutal Assault (dzień 3.) – Jaromer, Czechy – twierdza Józefów – 14.08.2010
Jak śpiewałartysta: „ten dzień przywitał nas ulewą”. Niestety, osoby zajmujące sięprodukcją namiotów dla sklepów Biedronka, nie dość, że pewnie nie słyszeli tegotekstu, to chyba w ogóle koncept deszczu był im obcy. Albo ja nie zauważyłemnapisu mówiącego, że mój namiot nadaje się wyłącznie do użytku wewnętrznego. Nibycena 40zł powinna dać mi do myślenia, ale wiecie... Czytaj dalej →
Brutal Assault (dzień 2.) – Jaromer, Czechy – twierdza Józefów – 13.08.2010.
Drugiego dnia zostałem wygoniony z mojego, zakupionego z Biedronki, namiotu (o nim jeszcze będzie) przez nieznośny wręcz upał. Powodowany uczuciem ogólnej, wstrętnej lepkości i nieświeżości, razem z ziomami wkradłem się do piwnicznej łazienki, należącej do pobliskiego hostelu. Pomimo spartańskich warunków, betonowych ścian i podłóg, oraz latających drzwi, było warto. Żeby nie było, kapaliśmy się... Czytaj dalej →
Brutal Assault (dzień 1.) – Jaromer, Czechy – twierdza Józefów – 12.08.2010.
Podróż:Żeby dostać się do twierdzy Józefów w Jaromierzu, Wasz ulubiony blogger przemierzył całą Polskę, z góry na dół, najpierw pociągiem, a później samochodem. Jedynym ciekawym wydarzeniem z tejże podróży, było zasłabnięcie jakiejś ewidentnie pijanej kobieciny na dworcu, na którym spędziłem 2 godziny, oczekując na towarzyszy dalszej części wyprawy. Kobiecinie pomogli jacyś turyści, a potem... Czytaj dalej →
Sonisphere – Warszawa – Lotnisko Bemowo – 16.06.2010
Droga:Do stolicy ruszyliśmy całkiem słitaśnym autokarem ok godziny 7. Organizatorzy miło nas zaskoczyli darmowymi Red Bullami. Pasażerowie od samego początku łoili napoje wyskokowe, którym ja wyjątkowo powiedziałem nie- w końcu dzień święty należy święcić, czyż nie? Podczas gdy inni dawali równo w palnik, ja z nowo-poznanymi znajomymi wymienialiśmy się dowcipami, które co jakiś czas przerywały... Czytaj dalej →
Lamb of God – Warszawa, Progresja – 25.05.2010
Na ten koncert cieszyłem się jakoś tak od 2004 roku, kiedy to w ręce wpadła mi płyta Ashes of the Wake. Chyba każdy obecny zgodzi się ze mną, że warto było czekać. Ale po kolei. Podróż tam.W dość gorący i bardzo duszny wtorek przechodząc przez dworzec jak co dzień, zamiast podążyć w kierunku uczelni, skręciłem... Czytaj dalej →
