Pochodzący z Karoliny Północnej He Is Legend to moim zdaniem jeden z najbardziej niedocenianych przedstawicieli ciężkiego (nie mylić z ekstremalnym) rocka/metalu. Nie są szczególnie odkrywczy w swojej sztuce, po prostu piszą bardzo fajne piosenki. Na tegorocznym few brzmią, jakby udało im się w końcu wykrystalizować brzmienie, o które im chodziło od paru lat. Jeśli miałbym... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2017 cz. 1
Piłka meczowa: Code Orange: Forever Tutaj się nie będę czaił z jakimiś metaforami czy innymi pierdami- Forever to przechuj płyta. To jak zespół w obrębie jednego krążka płynnie porusza się między miażdżącym nowoczesnym beatdown hardcore (m.in. “Forever”, “Kill the Creator”), a melodyjnym, alternatywnym metalem (kapitalne “Bleeding in the Blur”, “Ugly”) czy agresywną elektroniką (końcówka “Hurt... Czytaj dalej →
Mastodon: Emperor of Sand
Wyobraźcie sobie magika, które ze swoim obwoźnym przedstawieniem odwiedza miasto co parę lat. Kiedyś za każdy razem pokazywał inną sztuczkę: raz królik wyskoczył z kapelusza, innym razem zniknął czołg. Przy piątej wizycie kolejny nowy trik: kobieta przecięta na pół. O dziwo, przy szóstej to samo. Teraz magik przyjechał po raz siódmy i znowu przecięcie niewiasty.... Czytaj dalej →
Me and That Man: Songs of Love and Death
Póki co najgorsza płyta tego roku. Oto dlaczego: Piosenki są na jedno kopyto. Wszystkie mają zbliżone tempo, ten sam nastrój przegiętej, westernowej dekadencji i oparte są na tych samych dźwiękach. W połowie drugiej zacząłem sprawdzać ile jeszcze do końca całej płyty. Kicz. Powiązany z w/w westernową dekadencją. Jesteśmy tak bardzo straceńczy, zepsuci i źli, a... Czytaj dalej →
Suicide Silence: Suicide Silence
Nowa płyta ojców deathcore’a kojarzy mi się z dwoma, eufemistycznie mówiąc, kontrowersyjnymi wydawnictwami: Illud Divinum Insanus i Lulu. Z pierwszą, bo mamy tu odstępstwo od dotychczasowej formuły, która przyniosła sukces i sławę. Z tym, że Suicide Silence poszli totalnie na całość. Ich tradycyjnego stylu szukać tu można ze świecą, zamiast tego mamy… eksperymentalny nu metal?... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 8
Piłka meczowa: Mithras: On Strange Loops Troszkem tutaj rozdarty, bo z jednej strony rżną ze starego Morbid Angel aż furczy, ale z drugiej, kurwa, pięknie im to wychodzi. Dominująca brutalność jest kontrapunktowana przez subtelne melodie i takie trochę “kosmiczne” motywy, co w połączeniu z dobrze przemyślaną dynamiką całości sprawia, że pomimo wielkiej intensywności, płyta w... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 7
Piłka meczowa: Furia: Księżyc Milczy Luty Moje ostatnie spotkania z pełnowymiarowymi nagraniami Furii, można rozłożyć na następujące fazy: Faza odrzucenia- zwykle pierwsze 2-3 odsłuchania, Faza zaczepienia- kiedy do głowy wrzynają się najbardziej nośne melodie, słowa (“Za ćmą… W DYYYMMM!”, “Zabieraj łapska z mojego ramienia”) Faza zrozumienia- kiedy zaczynam kumać o co chodzi, Faza zniewolenia- po... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 6
Piłka meczowa: Oathbreaker: Rheia Każde przesłuchanie Rheii, sprawia, że czuję się przeczołgany i wymięty. Po pierwsze dlatego, że mnóstwo się dzieje na tej płycie. Momenty ciche, kiedy gitara delikatnie plumka, a Caro Tanghe wyszeptuje kolejne linie tekstu, sąsiadują z dzikimi erupcjami wściekłej rozpaczy, bezsilności i hałasu. A to wszystko jest po prostu idealnie skomponowane- płyta... Czytaj dalej →
Heaven Shall Burn: Wanderer
To co uderza już przy pierwszym przesłuchaniu płyty, to to jak wielce twórczość własna HSB na tej płycie odstaje od coveru Sodom. “Agent Orange”, bo o tej piosence mowa, jest praktycznie bezbłędną kompozycją- zróżnicowaną, brutalną, a przy tym wpadającą w ucho. Ekipa Maika Weicherta odegrała ją całkiem rzetelnie, trudno o jakiekolwiek zarzuty. Jednak jeśli chodzi... Czytaj dalej →
Krótka Piłka 2016 cz. 5
Piłka meczowa: Schammasch: Triangle Trzecie wydawnictwo Szwajcarów, w wersji fizycznej podawane na trzech krążkach (choć spokojnie wystarczyłyby 2- całość trwa 100 minut). Muzyka zawarta na Trójkącie mocno mi się kojarzy z dwiema polskimi płytami z roku ubiegłego- Ghost Chants Outre i Near Death Revelations Blaze of Perdition. Najogólniej mówiąc, grany jest tu awangardowy (acz nie ekstremalnie)... Czytaj dalej →
